Czy to już zdziczały konflikt?

Od pewnego czasu  (ostatecznym motywem jest zdarzenie, o którym dalej) zamierzałam napisać o już mocno zdziczałym… konflikcie na drogach i chodnikach: kierowcy – rowerzyści – piesi. Nie ma powodu udawać, że nie istnieje. Te napięte stosunki są i na co dzień ich doświadczamy – czasami niestety boleśnie. Czy powodem jest zdecydowana sprzeczność interesów? Moim zdaniem nie tylko. To kwestia kultury i szacunku dla każdego człowieka. Od pewnego czasu jest tych cnót coraz mniej w naszym państwie.

Jak większość ludzi jestem zarówno pieszą, kierowcą samochodu i rowerzystką, korzystam też z warszawskiej  komunikacji miejskiej. Jeżdżę od lat autem, mam zaliczoną Szkołę Bezpiecznej Jazdy, jak na razie udało mi się nie „zarobić” mandatu. Uważam się za kierowcę już trochę doświadczoną, ale tego nigdy za wiele. Tu nie może być powodu do samo-zadowolenia. Każda jazda, każde wyjście z domu, z pracy to zawsze nowe doświadczenie i bywa, że… źle się kończy. Jako kierowca szczególną uwagę zwracam na pieszych i rowerzystów. Jako rowerzystka boję się jeździć ulicami miast, teraz jeżdżę tylko tam gdzie są ścieżki rowerowe.

Niestety, to też jest w Warszawie

Na drogach, ulicach, chodnikach panuje nieprawdopodobna, ciągła dynamika i złe napięcie.

Opowiem zdarzenie, które stało się powodem do napisania tego tekstu.

Przykre doświadczenie miałam z kierowcą (a jakże!)… eleganckiego, czarnego auta, marka nieistotna. Jechałam rano rowerem – lokalna, miejska, dwukierunkowa ulica. Nie ma ścieżki rowerowej, wąski chodnik, dzień jasny, prędkość do 50/h – nie mam więc prawa jechać chodnikiem. Można tu spotkać sporo rowerzystów, bo to wygodny skrót do głównej ulicy, kierowcy aut to wiedzą i też z tego korzystają. Ten kierowca, może jest urodzonym, codziennym chamem, a może miał zły dzień – tak czy inaczej postanowił wyżyć się na rowerzystach. Trąbił na nas, niebezpiecznie wyprzedzał, pokazywał fucka, itp. stosował niedopuszczalne manewry.

W pewnym momencie znalazłam się na wysokości jego auta – pan (wiek ok. 35-40)  stanął i zablokował mi przejazd, otworzył okno i chlusnął na mnie jakimś ciemnym płynem. Wylał mi  prosto w twarz (nachyliłam się, bo myślałam, że coś ma do powiedzenia) i oczywiście… uciekł. Przewróciłam się. Płyn okazał się znanym, nietoksycznym napojem. Rowerzyści próbowali go dogonić na światłach, ale zwiał…. Nie udało się zanotować całego nr rejestracyjnego. Zapamiętałam tylko trzy pierwsze litery: WPI – to podwarszawskie oznakowanie.

Możesz sobie wyobrazić jakie były skutki tego zdarzenia. Byłam przerażona, lepka, mokra, zalane oczy, nie miałam się czym wytrzeć, chusteczki nie wystarczyły. Musiałam natychmiast wrócić do domu, aby się umyć i przebrać. Byłam roztrzęsiona, tego dnia postanowiłam zostać w domu. Do dziś nie mogę zrozumieć i zapomnieć tego zdarzenia!

To był pokaz agresji: kierowcy auta contra rowerzyści. A teraz agresja- rowerzyści contra piesi. Duże, ruchliwe skrzyżowanie, sklepy, bazarek, banki, pralnia itp. Zielone dla pieszych. Nie ma ścieżki rowerowej, po której można przejechać obok przejścia, tu rower należy przeprowadzić przez pasy. Dwóch rowerzystów pędem wpada w spokojnie idących pieszych, potrącani ludzie krzyczą na nich, a ci oczywiście uciekają. Upadł jakiś starszy pan, z pomocą pomału podnosi się, ktoś chce wezwać pogotowie, komuś wysypały się zakupy, kilkanaście osób przerażonych i posiniaczonych przez szalonych rowerzystów. Ludzie są oburzeni, krzyczą, klną.

Wojna trwa w najlepsze. Sprzeczność interesów? Czy tylko o to chodzi?

Według prawa i wszelkiej logiki pieszy to tzw. niechroniony użytkownik dróg. Auto jednak chroni kierowcę i pasażerów. W jakiejkolwiek kolizji auta z pieszym, czy z rowerzystą najbardziej ucierpią niechronieni.  Oczywiście! Ktoś powie, że gdyby w Polsce były auta autonomiczne to nie byłoby w ogóle wypadków… ale ich na razie nie ma, to pieśń przyszłości. Za to mamy w Polsce bardzo kiepskie statystyki: zabici, ranni, pijani…

Dlaczego odstąpiono od obowiązku posiadania karty rowerowej? Ci ludzie naprawdę nie znają, albo nie uznają żadnych przepisów – jeżdżą jak chcą i gdzie chcą. Jasne, że nie wszyscy tak się zachowują, ale niestety chyba znacząca większość. Psują opinię i dobre obyczaje normalnym rowerzystom.

Każdy kierowca auta musi mieć OC – czyli obowiązkowe ubezpieczenie. Dlaczego nie dotyczy to rowerzystów? Powinni płacić OC – tańsze, ale jakieś podobne ubezpieczenie musi zaistnieć w przepisach o ruchu drogowym. Rowerzysta potrąci człowieka, ten upadnie, złamie nogę, rękę, zniszczy ubranie… a rowerzysta po prostu ucieknie, za nic nie odpowiada!

Motorower musi być zarejestrowany – dlaczego nie miałoby to też dotyczyć rowerów? Można wymyślić jakiś prosty sposób rejestracji on-line. Jeden numer na zawsze, przypinany do roweru i przypisany do człowieka – właściciela. Zmienia rower przepina numer. Ubezpieczyciel powinien żądać, aby rower miał nr rejestracyjny wtedy ubezpiecza, bez ubezpieczenia i bez nr nie wolno byłoby jeździć. Tak jak to jest z kierowcami aut, motocykli i motorowerów. Rowerzyści -tak jak inni kierowcy – powinni być rejestrowani w centralnym rejestrze pojazdów i kierowców.

Może wtedy ta dziwna wojna złagodniałaby, bo ludzie byliby bardziej odpowiedzialni? Nie wiem. Bardzo nie lubię mnożenia kar, przymusów, biurokracji, itp. rozwiązań, ale… co robić! Tak jak jest teraz – jest bardzo źle.

Wstydzić się mają czego nieomal wszyscy uczestnicy ruchu drogowego – każda grupa ma sporo za uszami. Jednak  najgorsza jest agresja i chamstwo – bo chyba nikt z tym NIE WALCZY. Nie wiemy jak, nie potrafimy? Na kursach kandydaci na kierowców nie są uczeni kultury jazdy i przyzwoitego, odpowiedzialnego zachowania się na drodze.

W trakcie trwania kursu kandydaci/kandydatki na kierowców powinni codziennie słyszeć od instruktorów i znać na pamięć te ważne zdania:

TRAKTUJ KAŻDEGO UCZESTNIKA RUCHU DROGOWEGO JAK PARTNERA/PARTNERKĘ A NIE JAK WROGA!

BĄDŹ KULTURALNY/KULTURALNA – BO PRZECIEŻ CHCESZ, ABY CIEBIE TEŻ TAK TRAKTOWANO!

Tyle i aż tyle!

Warto zajrzeć także TUTAJ  jest dużo ważnych informacji o naszych drogach na dzisiaj i na przyszłość. Także KLIKNIJ TUTAJ jest też o rowerzystach

Pozdrawiam Cię miło 🙂


Zdziwaczona…

Długi weekend skończył się (zajrzyj też na koniec wpisu). Za kilkanaście dni zaczną się wyjazdy na wakacje – nowe miejsca, ludzie i przeżycia.  Jacy jesteśmy w podróży i… nie tylko? W ciągu ostatnich dni byłam świadkiem kilku, hmm… chyba jednak nietypowych(sic!) zachowań moich rodaków i rodaczek.

Może jestem „zdziwaczona”, za chwilę wyjaśnię w czym rzecz, ale powstało mało budujące wrażenie, że po prostu nie znosimy się nawzajem. Jasne, że nie wszyscy i nie wszędzie. Jednak chyba od pewnego czasu króluje niechęć, obojętność i coś co nie bardzo wiem jak nazwać – to są zachowania jakby… w złych zamiarach, w złej wierze, bez choćby odrobiny empatii, a nawet wręcz odwrotnie – zrobić coś komuś na złość. Tak po prostu bez powodu.

By nie rzucać pustych słów – kilka przykładów z ostatniego weekendu.

– Stacja benzynowa w Warszawie, stajemy za elegancką, nowiutką Toyotą, numery warszawskie. Pan, w średnim wieku, wlewa paliwo. Raptem pani z auta krzyczy: „Nie potrafisz nawet nalać benzyny durniu! Szybciej do cholery!”, pan nie reaguje, ale minę ma dziwną. Za chwilę pani znowu coś pokrzykuje, na to pan: „Stara k…wo zamknij się wreszcie!”

– Młoda mama w sklepie krzyczy na ok. 5 letniego syna „Czy ty jesteś normalny? Mówiłam, że ci tego nie kupię, idioto. Boże! Urodziłam kretyna”. Szarpie małego, ciągnie za rękę, chłopiec próbuje mamę ugryźć, wyrwać się. Klaps i płacz dziecka.

– Dobra droga, duża wieś, ruch średni – obowiązuje prędkość do 50. Młody kierowca jedzie za mną suvem. Błyska światłami, trąbi, w końcu wyprzedza mnie z muzycznym wrzaskiem, wygrażając środkowym palcem. „Bohater” złośliwie hamuje i pędzi dalej. Przewidziałam takie chamskie zachowanie, zwolniłam. Sporo jeżdżę i znam podobne typy. To niebezpieczni idioci –  marni „panowie” polskich szos. Ludzie bez jakiejkolwiek kultury, pełni kompleksów i agresji.  Ten facet zestarzeje się i przypuszczalnie będzie taki jak ci na stacji benzynowej, a może już taki jest… Do poczytania o cwaniakach też TUTAJ, a o tym kto pyta o drogę można poczytać  KLIK TUTAJ

– Bankomat, poza miastem. Jakiś pan realizuje swoją transakcję, czekam kilka kroków dalej – normalnie. Raptem przede mną staje pani, mówię: „Przepraszam, ja też czekam”. Na to pani „A ja nie wiem na co pani czeka?”,  „Czekam na swoją kolej do bankomatu” – wyjaśniam grzecznie, pani groźnie mnie poucza: „Czeka się przy bankomacie, a nie gdzieś… teraz moja kolej”. Ustępuję: „Proszę bardzo, jeśli pani się spieszy, mogę poczekać.” Pani pod nosem, ale tak, abym usłyszała: „Może poczekać, może poczekać… k..wa, głupia dziwka, nie wie gdzie się stoi do bankomatu ”.

Dlaczego jest tak wiele wokół agresji? Mam swoją teorię, nie jest odkrywcza, ale…

– Tak zwana „władza”na ogół ma świetne pensje i zagwarantowane etaty. Może nie mają pojęcia o złości, obojętności, ubóstwie, kłopotach i rozkładzie moralnym sporej części naszego społeczeństwa. Przecież chyba coś usiłowaliby zmienić na lepsze, a tak… nie wiedzą.

– Niegrzeczność, nieuprzejmość wszelki despekt i brak uważności przejawia się wcześnie i różnie. Już w przedszkolach, w szkołach i tak jest dalej i dalej…  Tu też o tym KLIK TUTAJ

– Zwykle niekompetentna, jakaś dziwnie… bezwładna biurokracja, technokracja traktuje każdego człowieka jak zło konieczne. Tak jest nie tylko w różnych urzędach, ale też w miejscach publicznych, na ulicach, w szpitalach, w komunikacji, w kinach, restauracjach… bywa także w prywatnych kontaktach.

– Coraz częściej jesteśmy manipulowani, brak zwykłej życzliwości i szacunku. Powstają zależności zamiast wolności. Są maszyny (np. koszmarek: „W czym mogę pomóc?”), nie ma ludzi, dobrych emocji, uwagi, zwykłej życzliwości.

Wiadomo, że nie wszędzie tak jest i nie wszyscy tacy jesteśmy – na szczęście! Czy kiedyś było inaczej, lepiej? Może było lepiej – czy zmieniliśmy się na gorsze? Nie wszyscy potrafimy pogodzić się z takim światem. Widzę to wokół, w pracy, w internecie, w wielu różnych kontaktach. Nie tylko ci, którzy dzisiaj mają 30, 40, 60 i więcej lat, ale sporo nasto- i dwudziestolatków też zaczyna dostrzegać, że źle się żyje wśród dość powszechnej agresji.

Jak żyć? To słynne „polityczne” pytanie jest trudne, ale podobno nie ma trudnych pytań, dlatego trzeba  znaleźć odpowiedź chociaż na własny użytek.

Spróbuję o tym napisać następnym razem, bo ten tekst jest już za długi. Zapraszam 🙂

PS To jest też o weekendzie.

Podczas weekendu (3-7 czerwca) policjanci zatrzymali 1619 pijanych kierowców. Te osoby, a także ich  pasażerowie, to nieodpowiedzialni idioci. Od środy do niedzieli zdarzyło się 444 wypadki, zginęło 46 osób, 533 zostały ranne.

Widać, że apele i prośby o rozwagę na drogach znowu nie poskutkowały.

Na lepszy nastrój zapraszam do poczytania o pysznym polskim winie – tak, są znakomite nasze, polskie wina i warto spróbować. O tym  T U T A J


Dzięki! Sto lat! a także o pewnym zdarzeniu

Może przerzucić się na taki pojazd?

Wszystkim, którzy mnie tu odwiedzili w niedzielę, 22 sierpnia (ok.240 osób) przesyłam miłe dzięki i mnóstwo dobrej energii! Wznoszę toast „STO LAT!”  pysznym winem 😉

Mam szczery zamiar pisać częściej i może uda się bardziej interesująco. To takie moje  powakacyjne postanowienie, zapraszam TUTAJ . Mam nadzieję, że mi się to uda, próbować zawsze warto. 😉

A teraz to co wyżej oddzielam i spróbuję napisać o tym co mnie dzisiaj – od samego poniedziałku – wkurzyło.

Czasami muszę pojechać do tzw. ścisłego centrum Warszawy i wtedy wolę jechać miejską komunikacją, bo zaparkowanie (pomimo, że przecież płatne) to znany wszystkim kierowcom horror – możliwości zerowe, zwłaszcza kiedy człowiek pracy jest już w „niedoczasie”. Niestety jazda miejskim autobusem może mieć nieoczekiwane skutki i zrodzić ciężki stres. Jechałam na ważne spotkanie, w tzw. służbowym ubraniu, czyli nieśmiertelna, acz… elegancka garsonka, buty – szpilki, itd.

Tłok w autobusie nie zniechęcił mnie – pomyślałam – to tylko kilka przystanków – i to był 1. błąd. Kilka chwil po ruszeniu kierowca autobusu musiał mocno hamować, a na mojej garsonce i w butach wylądowała coca cola, popijana przez jakiegoś durnia – w autobusie!  Zrobiło się dziwnie i niemiło. Byłam straszliwie wkurzona i niezdolna do wyduszenia ani słowa. Pojazd stanął na przystanku i facet – nawet nie raczył przeprosić – w wielkim pośpiechu wysiadł, a ja zostałam z colą na garsonce i w butach. Nie wiadomo co zrobić, czasu nie mam, aby pojechać do firmy, z auta wziąć inny ciuch i przebrać się – niestety mniej stosowny na służbową „randkę” w zacnym gronie. Żakietu nie mogłam zdjąć – bluzka na ramiączkach. Jakaś pani usiłowała mi pomóc zetrzeć  to nieszczęście chusteczkami, ale wyszły z tego jakieś białe grudy na tkaninie i to był 2. błąd. W końcu musiałam już wysiąść, weszłam do pobliskiej kawiarni, aby wejść do toalety i zmyć wodą – to był 3. błąd – przybytek był zajęty i zajęty… a czas już prawie uciekł.

Na spotkanie pobiegłam więc… brudna taka, niestety trochę spóźniona, zdenerwowana i z poczuciem czekającej mnie klęski. Nagle podchodzi do mnie jeden z panów i z troską głośno pyta „Co się stało?” Oczywiście wszystkie czujne oczy na mnie. Pytanie wzbudziło ogólne zainteresowanie, więc opowiedziałam – no i… posypały się przykłady podobnych zdarzeń, np. komuś w tramwaju wylądował kebab na głowie, a komuś kawa z papierowego kubka na nowym płaszczu, itd. Zrobiło się jakoś… swojsko, sprawę załatwiłam pomyślnie i wyszłam uśmiechnięta. Drogę powrotną przebyłam pieszo, pomimo paskudnej lepkości w butach. Widziałam tylko ukradkowe spojrzenia pełne politowania nade mną i moją garsonką, ale co mi tam… trudno uhaha. Trzeba było to przeżyć.

Pytanie mam zasadnicze i proste: dlaczego ludzie w miejskiej komunikacji w ogóle cokolwiek jedzą?! Rozumiem cukierka, ale przecież… nie wolno! Po prostu nie wolno jeść niczego, bo to coś może wylądować na czyjejś głowie, plecach, może poparzyć (kawa) zniszczyć ubranie, narobić mnóstwo kłopotu. Takie jest prawo. Przecież te kilkanaście minut, czy nawet pół godziny i więcej można wytrzymać bez jedzenia. Widać niektórzy nie mogą, ale tak postępować po prostu nie wolno. Garsonkę musiałam zanieść do pralni.

Bardzo chciałabym poznać powody dla których tzw. kontrolerzy i kontrolerki (od biletów), których nie brakuje, nie zwracają na takich jedzących ludzi uwagi? Powinni wyjść z autobusu? Dlaczego takie zachowania są dopuszczalne?  Choć prawo (regulamin w środkach transportu miejskiego) mówi nam inaczej. Przecież osoby, które jedzą w autobusach, tramwajach, w metrze, nie tylko łamią prawo, ale są bezczelni. Nie obchodzą ich inni pasażerowie. To jest jakaś forma agresji, ze strony tych osób.

Agresja. Mocno napisane, ale takie jest moje zdanie. Jestem ciekawa Waszego zdania. Piszcie, zapraszam.

Zapraszam też do głosowania na ten, mój blog – będzie mi miło, informacje niżej. Dziękuję! 🙂

DZIĘKUJĘ! 🙂