Winotyp – co to takiego?

Jak wieść niesie Amerykanie potrafią nieomal wszytko sprawdzić, zmierzyć, ocenić, wyciągnąć z wyników przeróżne wnioski i odpowiedzieć na trudne pytanie: JACY JESTEŚMY.

Jesteśmy oczywiście nieprawdopodobnie różni  – każda/każdy z nas jest innym człowiekiem. Ten test wydaje się dość niezwykły, bo próbuje odpowiedzieć na pytanie: Jakie wino – taki człowiek. To wydaje się nierealne, ale…

Znany amerykański Master of Wine – Tim Hanni oraz profesorka Uniwersytetu Cornell – Virginia Utermohlen po wielu badaniach uznali, że osobnicze preferencje smakowe (geny!) wiele mówią o naszej wrażliwości np. na ostre światło, głośną muzykę czy skłonność do szybkiej jazdy autem. Swoje badania oparli na wynikach innych badań z 1991 roku, kiedy to prof. Linda Bartoshuk stwierdziła, że ludzie bardzo różnią się ilością kubków smakowych co znacząco wpływa na ich poczucie smaku.

  W ujęciu pary badaczy jest nas cztery winotypy: Sweet, Hyper-sensitive, Sensitive i Tolerant. Najwięcej ludzi przynależy do drugiej i trzeciej grupy. Osoby te są według badaczy elastyczne i otwarte na różne smaki. Natomiast prof. Bartoshuk określiła te osoby w sposób niezwykle malarski i oświadczyła, że: „Ludzie z góry skali żyją w świecie neonów, a ci z dołu w świecie pasteli.” Ładnie brzmi, prawda?

Kto co lubi?

 Typ THE SWEET – czyli jakby… SŁODZIAKI to podobno na ogół kobiety, acz nie tylko. Często to niespokojne, artystyczne dusze, poszukujące i piękne… Badacze twierdzą, że to tzw. bałaganiarze, ciągle im zimno, ale nie uznają ciepłych ubrań, zwłaszcza swetrów, bo „gryzą”, nie lubią jaskrawego światła, ani zbyt głośnej muzyki. Kochają za to pyszne wina, które muszą być słodkie, lub półsłodkie np. Tokaje, Muscaty, Szampany. Jakiekolwiek wytrawne czy półwytrawne powodują wielkie oczy i kwaśną minę.

Typ HIPERWRAŻLIWY – niezbyt łatwo zaspokoić takie podniebienie zarówno winem jak i jedzeniem. To osoby niecierpliwe, wybredne, lubią białe wina, ale muszą być lekkie bez nadmiernej kwasowości, natomiast czerwone to raczej typu pinot noir, lekkie wina z Alzacji, może też beaujolais.

Trzeci typ to WRAŻLIWY – To ktoś kto kocha podróże, zmiany, osoba otwarta na wszelkie przejawy życia, lubi to co nowe. Spróbuje każde wino, ale unika win beczkowych i zbyt mocno „rażących” taninami.

Czwarty to typ TOLERANCYJNYpodobno to na ogół tzw. prawdziwy mężczyzna. Kocha wina wyraziste, mocne, skoncentrowane. Mówi donośnie, lubi szybką jazdę samochodem, świat postrzega prosto i uważa się za odważnego.

Nie do końca przekonują mnie te badania zwłaszcza, że każdy z nas ma własne ulubione potrawy, wina, filmy, książki, nastroje…   Dzielenie nas na jakiekolwiek grupy, jakieś zaszufladkowanie chyba… niekoniecznie to lubimy.

Ostatnio piłam miłe wino. Włoskie, z Piemontu, szczep barbera, rok 2011. Wytrawne, ale taniny łagodne. Wino ma piękny, rubinowy kolor, czujemy delikatne jeżyny i wiśnie. Ślicznie wygląda w kieliszku, pod światło błyski rubinowe i lekko fioletowe. Warto spróbować, świetne do różnych mięs, do grilla, ale także znakomite, aby tak po prostu wieczorem napić się kieliszek pysznego, czerwonego wina. Polecam J

Winotyp na podstawie portalu http://www.besty.com

 


Brudne słowa

Jacy jesteśmy na polskich drogach i jak zachowujemy się jako kierowcy aut, piesi, rowerzyści? Wiemy – nie jest dobrze, a nawet bardzo źle. Kulturalne zachowania na polskich drogach to raczej teoria, praktyka wygląda niestety smutno.

DLACZEGO? Oto jest wielkie i ważne pytanie, na które chyba nikt nie ma mądrej odpowiedzi, a może ktoś wie… ja nie wiem, ale mam pewne spostrzeżenia. Nie tylko jako kierowca.

Tak się dzieje, że kierowcy na drodze stają się ludźmi mocno pobudliwymi i wystarczy niewielki incydent, a już mamy „piękny” repertuar wulgaryzmów, głos wzburzony ponad wszelką miarę, a ciało i ręce pokazują to i owo. Jasne, że nie wszyscy tak się zachowują, ale kulturalni, życzliwi – chciałoby się rzec: normalni ludzie – to niestety mniejszość w naszym narodzie.

Uwłaczające pyskowanie na drogach, ale nie tylko, stało się nieomal polską normą. Gdy dochodzi do nawet niewielkiej stłuczki zwykle usłyszymy stek wyzwisk, a „ty baranie” to prawie pieszczotliwe określenie. Przechodzenie na „ty” odbywa się oczywiście natychmiast i bez jakiegokolwiek przyzwolenia drugiej strony, niezależnie od płci i wieku. Niektórzy uważają, że to takie nowoczesne każdego „tykać”, ale przecież to absurd. Dialog wygląda mniej więcej tak:

– k…a jak jeździsz! Nie widziałeś/widziałaś, że jadę! Miałeś/miałaś czerwone światło! Ślepy/ślepa k…a jesteś!? Itd. itp…

– przepraszam, ale ja…

– k…a zniszczyłeś/zniszczyłaś mi samochód, ja to j…ię, wzywam policję…

– ale to drobna stłuczka, możemy spisać swoje dane…

– mam to w du…e! K… dzwonię na policję!

… i dzwoni, policja przyjeżdża i nie rozumie po co została wezwana, ale awanturująca się osoba żąda spisania protokołu.

Druga strona próbuje łagodzić, wyjaśnić, nie używa słowa „ty’, bo przecież tę osobę widzi pierwszy raz w życiu. Myśli: jest przykrość i jakaś strata … człowiek ma prawo się zdenerwować, ale żeby aż takim być prostakiem… Przecież to tylko niewielka stłuczka na szczęście nic się nikomu nie stało, a tu taka awantura. Ta osoba nie jest w stanie zrozumieć takiego zachowania – dlaczego od razu aż tak wrzeszczeć, przeklinać… przecież wiadomo, że nikt nie chciał, aby doszło do stłuczki, oba auta nieco ucierpiały, ale… to tylko auta. Ja też nie rozumiem i mam nadzieję, że to niezrozumienie podziela wiele osób czytających ten wpis.

Słowo k…a dla wielu ludzi przestało być obraźliwym, brudnym słowem, spowszedniało i stało się niezastąpione. Niektórzy nie potrafią wypowiedzieć jakiegokolwiek zdania bez użycia tego czy innego wulgarnego słowa. Teoretycznie wiemy, że takie słownictwo cechuje osoby z marginesu społecznego. Jednak to już nieprawda – mówią tak ludzie wykształceni, na wysokich stanowiskach – awansowali, ale może nie wynieśli z domu, że tak nie należy. Przecież nie do pomyślenia jest, aby zwracać się tak np. do profesora na uczelni, czy szefów w pracy, albo w domu do rodziców, rodzeństwa czy przyjaciół. Człowieka, który zachowałby się w ten sposób uznano by za prostaka. Czy wobec tego takie osoby uważają, że na drodze to można!? Nie, nie można. Nigdzie nie można, bo po co…

No właśnie – PO CO? Po nic – taki styl, a tenże niby-styl dyktują media, przede wszystkim telewizja. Wiele programów narzuca fatalny model życia, sposób bycia na co dzień, używania fatalnego języka polskiego, lekceważącego traktowania ludzi, braku szacunku dla kogokolwiek i czegokolwiek. Niedawno przeczytałam, że ksiądz na religii do dzieci zwrócił się tak: „Drogie dzieci pamiętajcie, że Jezus jest zajeb…” Czy ten ksiądz zdaje sobie sprawę jaką szkodę wyrządza tym dzieciakom?  Czyżby  zapomniał co to słowo znaczy? Oczywiście, że nie – doskonale wie i pamięta, ale chce być ich kumplem, tylko po co i co to za sposób…

Nie tylko kierowcy na drodze zachowują się po chamsku, ale chyba już ogromna część Polaków schamiała. Wiadomo, życie codzienne bywa niełatwe, każdy ma jakieś problemy, ale jednak zanim przeklniemy – pomyślmy – po co, dlaczego tak. Przecież nawet lekki uśmiech, podniesienie ręki w geście przepraszam, czy dziękuję na drodze jest warte bardzo wiele. Budzi życzliwość, zrozumienie, chęć pomocy.

Wierzę w to, że są jeszcze ludzie, choćby tacy zwykli jak ja, których razi, obraża chamstwo, pieniactwo, prostactwo – nie dajmy się wciągnąć w takie zachowania i po prostu bądźmy sobą. Warto.

Zapraszam do głosowania na mój blog. w konkursie BLOG ROKU 2014. Koszt sms 1,23 przeznaczony na rzecz FUNDACJI DZIECI NICZYJE. Dziękuję 🙂 informacje niżej.

Dziękuję i zapraszam do poczytania 🙂