Przed lekturą tego dzieła – melisa

DSC09431Komuś kto zamierza przeczytać całość rządowego dzieła proponuję napić się wcześniej melisy, aby zachować spokój. Dlaczego?

Rządowa „Strategia rozwoju transportu do 2020 roku (z perspektywą do 2030)” to wielo-tematyczne, profesjonalne opracowanie (145 stron) z zakresu transportu w Polsce  w ogóle. Jeśli zaś chodzi o nieprofesjonalne zainteresowanie tym dokumentem, czyli przeciętnego „zjadacza” kilometrów naszych dróg, to wiele jest tu rzeczy o których dawno wiadomo. Odkrywcze stwierdzenie raportu, że jest za mało dróg w stosunku do potrzeb (ilości samochodów) byłoby  ważne, gdyby nie fakt, że jest to prawda znana od wielu lat. Skutki oczywiste – męczące korki w miastach, brak parkingów, wyjazd na wakacje czy na weekend graniczy z ekstremalną wyprawą, dziury i uszkodzone zawieszenia aut,  do tego trzeba dodać kosztowne jazdy nielicznymi autostradami, ciągle drożejące paliwa no i… nerwy bez przerwy. Psychologowie już dawno stwierdzili, że stanie w korkach jest mocno stresujące i zamienia zwykle spokojnego kierowcę w pieniacza

Raport informuje np., że 82% dróg w Polsce to są drogi gminne i powiatowe. Wiadomo, że samorządy nie mają dość pieniędzy na systematyczne remonty dróg, o modernizacji nie wspominając – wobec tego na ogół  są one w złym stanie. Dlaczego  w polskich statystykach nie istnieje  zły stan dróg jako przyczyna  wypadków? Według badań Raportu Komisji Europejskiej (dane za 2011r.) Polska jest na 1. miejscu w  ilości wypadków drogowych, jesteśmy też w czołówce wypadków śmiertelnych. Jako główną przyczynę podaje się nadmierną prędkość, o jakości dróg nie ma tu w ogóle mowy, pewnie dlatego, że polskie dane też na ten temat milczą. Jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się z jaką prędkością możemy jeździć w miastach to zapraszam na stronę   www.korkowo.pl  – dozwolone 50 czy 40 km/godz. pozostaje marzeniem.

Często słyszy się także, że Polacy sprowadzają stare auta, które są w złym stanie technicznym, tymczasem to nie jest cała prawda. Według raportów policji w 2011 doszło do 80 wypadków z powodu złego stanu technicznego samochodu, to  jest 0,25% wypadków w ogóle. Poza tym kupujemy takie auta na jakie nas stać. Obywatele Francji, Niemiec czy Holandii  idą do dealera po nowe auta, my do komisu i kupujemy te, których oni już nie chcieli. Smętny fakt.

Jakaś jednak otucha pojawia się, bo przyszłościowe wizje według rządowej „Strategii…” są ambitne. Miejmy nadzieję, że to nie są tylko „wizje”, ale poważne i realne plany, poparte prawdziwymi pieniędzmi.  Do 2020 roku mają powstać nowoczesne drogi między dużymi miastami, ma być kontynuowana budowa dróg ekspresowych i autostrad, może więc jeśli będzie ich więcej to potanieją. Teraz średnio płacimy około 25 zł za 100 km autostrady, na których są ciągłe remonty i ograniczana jest prędkość. Jeśli w dalszym ciągu będzie tak drogo to tylko nieliczni będą korzystać z autostrad – czy o to chodzi…


Jest brzydko? Dlaczego?

DSC09411

Tak jest pięknie..

Te zdania nie poraziły mnie (choć powinny), bo to smutna i niestety znana prawda. „Polska jest ładna tylko wtedy, kiedy napada śniegu, kiedy opadnie mgła, albo wszędzie tam, gdzie nie ma ludzi. W innych okolicznościach jest przeważnie brzydka. Każdy buduje, jak chce i jak potrafi.(…) Brak wizji i brak architekta przestrzeni. Nie cieszy mnie to, tylko boli. Dlatego Polska wygląda tak w moich filmach (…) Polska jest niestety przeważnie brzydka”.  Powiedział to znakomity reżyser pan Wojciech Smarzowski w wywiadzie dla „Przekroju.  Znam większość filmów tego reżysera, wszystkie są co najmniej dobre, tak dobre i trafne jak ta wypowiedź, wyciągnięta tu z wywiadu. Mam nadzieję, że nowy film „Drogówka” też będzie taki, zwłaszcza, że rzecz dzieje się w wielkim mieście.

Filmy tego reżysera  pokazują jednak przede wszystkim świat miejski i wielkomiejski i mam nadzieję, że opinia o brzydocie odnosi się głównie do tegoż świata. Niestety trudno nie przyznać znanemu twórcy racji – nasze miasta, miasteczka (niestety wsie też usiłują się upodabniać do tych miast) są po prostu w większości brzydkie. Gdyby nie natura, wspaniałe krajobrazy poza tymi miejscami, byłoby strasznie.

Warszawa ma wiele pięknych miejsc, ale teraz nie radzę teraz iść na spacer po Warszawie. Śnieg na chwilę łaskawie przykrył brudy, ale sczerniał,  stopniał i czar prysł. Wszędzie są psie kupy – na chodnikach, na ścieżkach rowerowych, na trawnikach, pod klatkami schodowymi, na parkingach, na skwerach i w parkach… Do tego wszędzie wielkie kałuże, a wokół walające się różne śmieci.  Każdy wie, że to naprawdę jest obrzydliwe, także właściciele psów, dozorcy, ale ich to najmniej obchodzi, bo niestety straż miejska nie jest od tego, aby widzieć i karać za takie przewinienia. Wolą mandaty za złe parkowanie i za prędkość, to się bardziej opłaca i nie trzeba się nachodzić.

Mamy teraz wielką dyskusję o fotoradach, porządkowaniu znaków drogowych.  Przy wjazdach do różnych miejscowości stoją i skutecznie przykrywają znaki drogowe, wielkie reklamy. Biją po oczach, są agresywne, to kompletny bałagan nad którym nikt nie panuje. Widoczne jest, że są to niewątpliwe bezprawnie (sic!) stawiane banery, reklamy – no bo chyba nie ma takich urzędników w  gminach, samorządach, którzy wyraziliby zgodę na takie potworne oszpecanie miast, wsi, dróg.

Zastanawia tylko czy Polacy są już tak  uodpornieni na ten brud, bałagan, smród, samowolkę zabudowy, architektoniczną szpetotę, dziury na drogach i brak jakiejkolwiek dbałości o własne miejsca do życia, że nie zauważają, że jest naprawdę źle? No właśnie… jak to jest z nami?