Uczesz moje samopoczucie

Zapraszam do poczytania kolejnego, znakomitego tekstu autorstwa Jean-Marc Dupuis. Warto przeczytać i przemyśleć – czy chodzę do dobrego fryzjera? Oto jest pytanie! 🙂

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie http://www.PocztaZdrowia.pl.

Tekst jest cytatem całości artykułu.

„Uczesz moje samopoczucie

Szanowny Czytelniku,

„Recoiffe-moi le moral” (co można tłumaczyć jako „Uczesz moje samopoczucie”) to hasło reklamowe, które przyniosło fortunę francuskiemu fryzjerowi Jacques’owi Dessange, właścicielowi sieci salonów fryzjerskich funkcjonujących w 36 krajach1.

Slogan mówi samą prawdę. Wizyta u fryzjera to ważna sprawa – to nowy start. Moment, w którym odkrywasz swoje nowe oblicze dzięki nowej fryzurze jest niesamowicie ekscytujący. Wychodząc z salonu fryzjerskiego, nie jesteś już tą samą osobą, którą byłeś, wchodząc do niego.

Nikt nie wie o tym lepiej niż gwiazdy kina. Zdają sobie one sprawę, że odpowiednia fryzura pomoże im wcielić się w najróżniejsze postaci, od poszukiwacza przygód przez dziennikarza i wojownika, aż po markiza.

Poniżej dla przykładu zamieszczam dwa zdjęcia Scarlett Johansson. Aż ciężko uwierzyć, że przedstawiają tę samą osobę.

e371-1e371-2

Wyobraź sobie, co by było, gdyby Scarlett Johansson pozostała przy fryzurze z pierwszego zdjęcia.

Gdyby nigdy nie przyszła jej do głowy myśl, że może wyglądać inaczej, z pewnością nigdy nie nabrałaby odmiennego wyglądu i nie zostałaby uwielbianą i pożądaną przez miliony fanów gwiazdą.

Tak samo jest z każdym z nas.

Fryzura w znacznym stopniu wpływa na nasz wizerunek i na naszą autopercepcję.

Nieudana fryzura to nieudana głowa, a także potencjalnie nieudane życie, jeśli nie podejmie się w odpowiednim momencie zapobiegawczych kroków.

Dawniej fryzjerzy byli lekarzami

W dzisiejszych czasach zawód fryzjera jest niedoceniany. Wszystkim wydaje się, że wystarczy jakikolwiek dyplom fryzjerski, żeby go wykonywać.

Dawniej było inaczej. Fryzjer należał do podobnej grupy zawodowej co chirurg czy dentysta. Fryzjerzy zakładali bandaże, leczyli wrastające paznokcie i odciski na stopach. Byli zatem też pedikiurzystami2.

To właśnie u fryzjera upuszczało się krew i przeczyszczało organizm.

Pozostałości tamtych czasów wciąż funkcjonują w podświadomości zbiorowej. Kto, wchodząc do salonu fryzjerskiego, nie czuł się ani razu onieśmielony?

Podobnie jak lekarz czy dentysta, fryzjer ma rzadki przywilej mówienia ludziom, kiedy mają przyjść, wyjść, usadzają ich i częściowo rozbierają. Fryzjer analizuje, bada, dotyka, „operuje” na włosach. Jako że pozostaje w pozycji stojącej, dominuje nad osobą czesaną, co sprawia, że w sensie dosłownym i przenośnym można poczuć się zupełnie „w jego rękach”.

Mężczyznom, którzy czytają niniejszy artykuł, to uczucie jest jeszcze bliższe, gdyż bywa, że fryzjer goli ich szyję ostrą brzytwą. Zawsze ma się wtedy całkiem realne wrażenie, że w danym momencie nasze życie jest w jego rękach. Jeden prosty ruch wystarczyłby, żeby przeciąć tętnicę szyjną i wysłać kogoś na tamten świat.

Wizyta u fryzjera jest jak wizyta u psychologa

Salon fryzjerski stanowi miejsce społecznej różnorodności. To też miejsce spotkań, w którym nawiązuje się rozmowy i nierzadko zwierza się z osobistych spraw osobom, którym w innych warunkach nie powierzyłoby się podobnych informacji.

Ta wymiana informacji jest po prostu niezbędna. Dobry fryzjer, podobnie jak dobry lekarz, musi znać osobę, którą czesze.

Musi on wiedzieć, kim jesteś, jaki jest Twój status społeczny, zawodowy i cywilny.

Potrzeba mądrych, inteligentnych fryzjerów analizujących osoby, które czeszą.

Nie myl fryzjera z pracownikiem warsztatu samochodowego

Każdy dobry mechanik może zmienić koło w samochodzie. Jednak nie możesz wejść do pierwszego lepszego salonu fryzjerskiego, licząc na łut szczęścia. Fryzjer, podobnie jak lekarz, pracuje z istotą ludzką.

U jednego fryzjera czy fryzjerki będziesz czuć się bardzo komfortowo, a u innego będziesz siedzieć jak na szpilkach.

Często można natrafić na kogoś, kto zrobi Ci fryzurę, którą chciałyby u Ciebie widzieć ktoś z Twoich bliskich albo którą zobaczyłeś czy zobaczyłaś u jakiejś pop-gwiazdy.

Każe Ci wtedy usiąść i zapyta: „Jaką fryzurę robimy?” „Mmmm… nie wiem… może taką”, mówisz, pokazując palcem zdjęcia modela czy modelki w gazecie.

Jednak prawda jest taka, że nie masz pojęcia, czy otrzymanie takiego rezultatu jest w ogóle możliwe.

W głębi duszy jesteś przekonany, że to niewykonalne. Jednak po cichu liczysz, że fryzjerka znajdzie magiczne rozwiązanie, które zmieni marzenia w rzeczywistość.

To kluczowy błąd. Przy takim starcie rezultat zawsze okaże się zawodem.

Nie komercyjnym sieciom salonów fryzjerskich!

Usługi salonów fryzjerskich będących tak zwanymi sieciówkami, które dobierają swój personel według sztywnych i jednolitych reguł, często okazują się wielkim zawodem.

Takie firmy operują w przekonaniu, że ludzie są zamienni i że ta sama fryzura może się sprawdzić w Strasburgu, Marsylii, Warszawie, Londynie i Nowym Jorku.

Osobiście wolę fryzjerów miejscowych, bo tylko tacy dobrze rozumieją i znają swoją klientelę. Sieciowe salony fryzjerskie są dla fryzjerstwa tym, czym Ikea dla dekorowania domu i McDonald dla biznesu restauracyjnego – wszędzie można znaleźć te same produkty, które mniej więcej pasują większości ludzi, ale nikomu w szczególności.

To zjawisko sprawia, że cała ludzkość staje się masą tak, jakby nie istniały różnice kulturowe, odmienne osobowości ani cechy szczególne.

Fryzjer, który przypomina Ciebie

Najlepszym rozwiązaniem jest bycie czesanym przez fryzjera, który przypomina Ciebie, który Cię dobrze rozumie lub którego sam chciałbyś przypominać.

Z tego względu bardzo podoba mi się zdjęcie poniżej. Obaj mężczyźni mają charakterystyczny styl i od razu można zauważyć, że fryzjer jest w trakcie robienia dokładnie tego, czego oczekuje jego klient. Obaj mężczyźni wyglądają podobnie, są ze sobą w symbiozie:

e371-3

Trzeba przyznać, że rezultat jest zauważalny. Jest on wynikiem doskonałego porozumienia pomiędzy dwoma stronami.

Fryzjerzy ważnych osób

Niektóre osoby muszą wyglądać zawsze tak samo: dziennikarze, politycy, szefowie ogromnych organizacji.

Dlatego też zawsze chodzą do tego samego fryzjera, żeby zachować tę samą długość włosów i nie epatować niechcianymi włosami na karku.

Kiedy widzisz ich w telewizji, nigdy nie mówisz sobie: „O, zdaje się, że ten polityk wyszedł właśnie od fryzjera”. On zawsze wygląda tak samo. Czasami, aczkolwiek bardzo rzadko, zmienia fryzurę i wtedy mówi się o tym w gazetach.

Osiągniecie takiego rezultatu to prawdziwa inwestycja ze strony osób publicznych. Muszą one chodzić do fryzjera kilka razy w tygodniu, co świadczy o tym, jak ważna jest dla nich odpowiednia fryzura.

Bogaci mężczyźni często mają nieco dłuższe, spływające na szyję włosy zaczesane do tyłu. Bernard Madoff, amerykański oszust, który dopuścił się nadużyć finansowych, doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Opierając wszystkie szeroko zakrojone przekręty finansowe na zdolności do budzenia zaufania, zawsze nosił tę samą fryzurę typową dla ludzi sukcesu:

e371-4

Bernard Madoff ma twarz François Hollande’a
i włosy ścięte jak człowiek sukcesu.
To właśnie fryzura znacznie pomogła mu uchodzić
za bogacza, którym nie był.

To fryzura francuskiego polityka Dominique’a de Villepina, amerykańskiego kompozytora Léonarda Bernsteina, angielskiego miliardera Richarda Bransona, a także Richarda Gere’a i Michaela Douglasa, którzy najczęściej grają ważnych i zamożnych bohaterów:

e371-5

W filmie „Wall Street” Michael Douglas, grając Gordona Gekko,
jednego z najbogatszych inwestorów świata, miał fryzurę
ważnego i bogatego człowieka.

Fryzjerzy odkrywają na nowo swoje powołanie

Kilka lat temu fryzjerzy zaczęli na nowo odkrywać to, że ich rola nie ogranicza się do ścinania włosów. Fryzjerzy masują głowy swoich klientów, używają olejków eterycznych, stwarzają odpowiedni nastrój, poprawiając ich samopoczucie.

Niektórzy z nich idą o krok dalej i w pełni angażują się w stronę emocjonalną klientów, tak jak na przykład paryski fryzjer Rémi Portrait, wynalazca „energetycznego ścięcia”3 lub Brukselczyk Sébastien Ledentu, fryzjer, który angażuje emocje klienta podczas wizyty4.

Obaj do ścinania włosów wykorzystują brzytwę i tłumaczą, że „grają muzykę” na włosach klienta, który pełni rolę instrumentu, a brzytwa odpowiada smyczkowi.

Ludzie, którzy przechodzą przez ich ręce, zaświadczają, że dzieje się z nimi coś niesamowitego, że buzują w nich emocje – pojawiają się łzy, wybuchy śmiechu.

Dla Rémi’ego Portraita włosy są anteną energetyczną i elementem ciała, który zachowuje całą historię o właścicielu. Włosy nie niszczeją po śmierci i zachowują DNA podobnie jak zęby i włosy.

Wszystko, co dzieje się z włosami ma związek z historią, emocjami i lękami ich właściciela.

Nie chcę przez to powiedzieć, że tego typu fryzjer jest odpowiedni dla każdego – wszystko zależy od osobowości i indywidualnych oczekiwań.

W każdym razie należy głęboko się zastanowić nad swoim fryzjerem i swoją fryzurą.

Nie popełniaj następujących błędów dotyczących fryzury

Na podstawie wyglądu twarzy, sylwetki, cery, a przede wszystkim charakteru klienta fryzjer ma za zadanie pomóc mu znaleźć fryzurę, która najlepiej odzwierciedli, kim jest naprawdę.

Niestety, istnieje ryzyko nieporozumienia, gdyż włosy wysyłają otoczeniu rozmaite sygnały.

Rozważ wszystkie pomyłki, jakie ludzie popełniają w związku ze swoją fryzurą:

  • Osoby dorosłe, które zostawiają kosmyk zasłaniający oczy jak zamykająca się kurtyna, zdradzają tym swój niepokój i chęć ukrycia się.
  • Bardzo długa opadająca na oczy grzywka u kobiet to często oznaka skrytości.
  • Kobiety, które nie mają odwagi odkryć twarzy lub zaczesać włosów do tyłu, zwykle są przekonane, że to wyeksponuje ich odstające uszy.
  • Rozmaite pomyłki związane z kolorem. 70–80% kobiet farbuje włosy, bo chce zmienić ich kolor. Większość blondynek nie jest naturalnymi blondynkami.

A przecież farbowanie włosów jest inwazyjne – trzeba najpierw je zdekoloryzować, aby potem można było nałożyć nowy kolor. Dlatego też farby do włosów mają tak nieprzyjemny zapach.

Co więcej odrosty pojawiają się dość szybko, nawet po użyciu najlepszej jakości farb. Dlatego przed podjęciem decyzji o zmianie koloru, warto wziąć to pod uwagę, że jeśli wybierasz barwę zupełnie różną od naturalnej, musisz przewidzieć odpowiedni budżet i znaleźć czas, żeby regularnie chodzić do fryzjera.

Włosy i zdrowie

Włosy oklapłe, suche, cienkie, łamliwe są oznaką złego stanu zdrowia.

Wegetarianie, weganie i frutarianie, którzy nie dbają o włosy, wysyłają swojemu otoczeniu bardzo mylny sygnał. Ludzie zaczynają przez to myśleć, że to właśnie zdrowy i ekologiczny tryb życia sprawia, że wygląda się na człowieka o słabym zdrowiu. A to przecież nieprawda!

e371-6

Byłemu szefowi francuskiej Powszechnej Konfederacji Pracy,
Bernardowi Thibaultowi, nie pomogłoby farbowanie włosów
– są one tak oklapłe, że sprawia on wrażenie osoby schorowanej.

Naturalne sposoby na piękne włosy

Poza wyborem odpowiedniej fryzury (w tym temacie już nic więcej nie powiem, gdyż chciałbym pozostawić każdemu wybór i przestrzeń do własnych przemyśleń), pragnąłbym również podzielić się ogólnymi wskazówkami, które uczynią włosy pięknymi i zdrowymi.

Polecam:

  • Płukanie włosów octem jabłkowym.
  • Wmasowywanie we włosy oleju kokosowego.
  • Przyjmowanie selenu i cynku.

Powtórzę raz jeszcze, wybór fryzury to kwestia absolutnie kluczowa!

Powróć myślami do Scarlett Johansson i do zdjęć z początku tego artykułu. Gdyby nie odkryła ona niepodważalnej potęgi odpowiednio dobranej do osobowości i aparycji fryzury, możliwe, że nie byłaby dziś tą samą osobą i wiodłaby zupełnie inne życie!

Myśl o niej i podążaj jej śladem!

Nie mów sobie „nie dam rady”, bo to nieprawda. Jeśli uważnie przyjrzysz się pierwszemu zdjęciu, dojdziesz do wniosku, że Scarlett mogła równie dobrze nigdy nie stać się sławna dzięki swojemu pięknu.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis ”

 


Masowa propaganda negowania rzeczywistości (fale elektromagnetyczne)

Po dokładnym przeczytaniu i uzyskaniu zgody Redakcji „Poczta Zdrowia” postanowiłam zamieścić poniższą publikację.  Jest interesująca i dotyczy naszego – cennego przecież – ZDROWIA. Napisał ją Jean-Marc Dupuis. Moim zdaniem jest tu wiele ważnych informacji, tekst napisany jest obiektywnie i ciekawie, poparty przykładami i badaniami.

Wątpię by ktoś po zapoznaniu się z tym artykułem zechciał zrezygnować np. z komputera czy z telefonu komórkowego, ale przemyśleć co nieco chyba warto.

Zachęcam do poczytania 🙂

————————————————————————————————————————-

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie http://www.PocztaZdrowia.pl.

Czy szkodzą Ci fale elektromagnetyczne?

Szanowny Czytelniku,

wyobraź sobie, że zwykła obecność telefonu komórkowego, anteny przekaźnika, a nawet sprzętów elektrycznych, wywołuje u Ciebie dolegliwości bólowe, bóle głowy, bóle zębów, dzwonienie w uszach, uczucie pieczenia skóry.

Nie możesz już wejść do żadnego biura ani do galerii handlowej… Musisz wydać fortunę i poświęcić dużo czasu na zaaranżowanie domu w taki sposób, by się zabezpieczyć. I nawet do centrum handlowego nie możesz już wyjść bez kasku osłoniętego aluminium…

Efekt? Zamiast wzbudzać w innych litość, wywołujesz drwiny.

Z kolei ze strony świata medycznego czeka Cię tylko brak zrozumienia, uśmiechy za plecami, sarkazm. Jedynymi zainteresowanymi osobami są dziennikarze telewizyjni, którzy chcą zrealizować program dokumentalny o Twoim dziwacznym przypadku.

W rzeczywistości, całe społeczeństwo staje na uszach, by negować bezsporną rzeczywistość: fale elektromagnetyczne opanowały nasz świat, zaś ich wpływ na działanie naszych komórek jest równie pewny jak to, że Ziemia krąży wokół Słońca, co za chwilę wyjaśnię.

Masowa propaganda negowania rzeczywistości

Osoby zaniepokojone falami elektromagnetycznymi padają ofiarą masowej propagandy. Robi się wszystko, co można, by zaklasyfikować je jako szaleńców lub hipochondryków (chorych z urojenia).

Prawdą jest, że za sporem tym stoją ogromne pieniądze. Gdyby jutro przyznano oficjalnie, że fale elektromagnetyczne wywołują u dzieci nadaktywność, stresują dorosłych, zabijają komórki, przyśpieszają starzenie i wywołują raka… splajtowałyby całe obszary gospodarki.

Nie tylko przemysł telekomunikacyjny, ale także wszelkie sektory gospodarki korzystające z Wi-Fi, telefonii mobilnej, radia, a także komunikacji satelitarnej.

W państwach rozwiniętych trzeba byłoby przeorganizować funkcjonowanie całego społeczeństwa. Ale, czego powszechnie nie wiemy, to – że to ma tym bardziej zastosowanie do krajów rozwijających się.

W państwach tych nigdy nie doszło do rozwoju lądowej infrastruktury telekomunikacyjnej (kablowej i po sieciach elektrycznych). Natomiast są one pokryte siecią telefonii komórkowej, która stała się nieodzowna ludności w jej codziennych zajęciach: handlu, transporcie, informacji, a nawet usługach bankowych. Bez niej – byłaby katastrofa.

Zmowa milczenia wokół nadwrażliwości na fale elektromagnetyczne

Nie dziwi więc zmowa milczenia panująca obecnie wokół przypadków nadwrażliwości na fale elektromagnetyczne.

Mowa tu o opisywanych przez lekarzy przypadkach klinicznych osób cierpiących na najróżniejsze objawy w obecności fal elektromagnetycznych: bóle czaszki, bóle zębów i dziąseł, szumy uszne (dzwonienie w uszach), zakłócenia rytmu serca, bóle stawów, niespokojny sen, zmęczenie, drażliwość…

Aby chronić się przed działaniem fal elektromagnetycznych, osoby takie są zmuszone mieszkać w coraz rzadziej spotykanych lasach, górach czy jaskiniach, które jeszcze oparły się obecności fal elektromagnetycznych. W miastach, gdzie fale są wszechobecne, osoby te muszą korzystać z metalowych osłon.

W słynnym badaniu opublikowanym w 2004 r., Magda Havas i David Stetzer opisali sytuację pięciu osób, które zainstalowały w domu urządzenie wpływające na zmniejszenie prądów elektromagnetycznych w powietrzu (filtr Havas/Stetzer). Oprócz przypadków osób, które zgłaszały istotne złagodzenie bólów głowy, problemów ze snem, stanów lękowych itd., opisali też przypadek jeszcze bardziej spektakularny –osiemdziesięcioletniej kobiety cierpiącej na cukrzycę.

W ramach leczenia, co rano, o 7.00, przed zjedzeniem śniadania i podaniem insuliny, musiała ona mierzyć poziom cukru we krwi na czczo.

Przed zainstalowaniem w domu filtra, poranny poziom cukru we krwi mierzony na czczo wynosił 152-209 mg/dL, średnio 171 mg/dL. Cukrzycę charakteryzuje poziom przewyższający 126 mg/dL, zaś stan przedcukrzycowy – poziom od 100 do 125.

Nazajutrz po zainstalowaniu filtra, poziom cukru na czczo był normalny i wynosił 87 mg/dL. Nie przyjęła więc insuliny (bez której groziła jej hipoglikemia). W pierwszym tygodniu poziom cukru na czczo wynosił średnio 119 mg/dL. Filtr nie miał wpływu na poziom cukru o godz. 17. Kiedy opuszczała dom i udawała się do miejsc publicznych o wysokim natężeniu fal elektromagnetycznych, poziom cukru znacznie wzrastał 1. A mimo to, bez względu na te badania, bez względu na spektakularne programy regularnie nadawane przez telewizję, zjawisko nadwrażliwości na fale elektromagnetyczne poddaje się w wątpliwość.

W dobrym tonie jest podkreślanie, że badania tych przypadków wykazały, że osoby te nie były w stanie określić na podstawie rzekomych objawów, czy rzeczywiście były one poddane promieniowaniu elektromagnetycznemu.

Towarzystwa ubezpieczeniowe się asekurują

Oficjalnie, fale elektromagnetyczne są jeszcze „niegroźne”, ale ubezpieczyciele już od dawna się asekurują. Od 2003 r. postarali się wyraźnie i pełnym zdaniem umieszczać w umowach ubezpieczeniowych z operatorami telefonii komórkowej klauzulę o nieponoszeniu odpowiedzialności za wszelkiego rodzaju szkody związane z polem elektromagnetycznym i falami elektromagnetycznymi 2.

Szkody związane z falami zyskały więc taki sam status jak szkody wywołane przez azbest: nie podlegają ubezpieczeniu, nawet jeśli zaliczane są do grupy „wysokiego ryzyka”.

Zresztą, razem z azbestem, fale elektromagnetyczne zostały zaliczone do kategorii 2B czynników przypuszczalnie kancerogennych listy opublikowanej przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem Światowej Organizacji Zdrowia, tak jak ołów i DDT3. I nie bez przyczyny: w ujęciu medycznym, istnieją podstawy, by sądzić, że działanie naszych komórek podlega wpływowi, a nawet jest zakłócane przez fale elektromagnetyczne, które krążą wokół nas4.

Pola magnetyczne odgrywają podstawową rolę w naszym biologicznym funkcjonowaniu

Jak wskazuje ich nazwa, fale elektromagnetyczne przenikają się ze wszelkimi prądami elektrycznymi i polami magnetycznymi. A przecież i elektryczność, i pola magnetyczne pełnią zasadniczą rolę w naszym biologicznym funkcjonowaniu i nie jest możliwe, by tego przenikania nie było.

Na przykład wszystkie żywe komórki mają „plus” i „minus”, jak w magnesie.

Dzięki temu mogą wchłaniać i wydalać substancje, przyciągając je lub odpychając, takie jak jony sodu i potasu (przepływ ciągły) czy jony wapnia i magnezu.

Naukowcy są nawet w stanie za pomocą elektrod dokonać pomiarów elektrycznego potencjału na błonie komórkowej.

Zjawisko elektryczności wykorzystują również nasze komórki nerwowe (neurony) do przekazu informacji: kiedy dotykasz czegoś dłonią, receptory skórne wytwarzają niewielki wstrząs elektryczny. Komórki nerwowe przekazują go sobie jedna drugiej poprzez synapsy, które są elektrycznymi łącznikami pomiędzy komórkami, aż do mózgu.

To samo zjawisko elektryczności wykorzystywane jest w procesie myślenia. Kiedy rozmyślasz lub odczuwasz emocje, Twój mózg aktywuje się. Można by wręcz powiedzieć, że zapala się jak żarówka! Zaobserwujesz to zjawisko, poddając mózg działaniu fal magnetycznych. Fale magnetyczne są zakłócane przez wewnętrzne przepływy elektryczne, zaś pomiar tych zakłóceń wskazuje, która część mózgu pracuje. To właśnie zjawisko umożliwia diagnostykę MRI, czyli diagnostykę za pomocą rezonansu magnetycznego. Sprzęt MRI to ogromny elektromagnes, który emituje fale elektromagnetyczne przenikające Twoje ciało i w ten sposób diagnozuje jego stan.

A zatem wpływ fal elektromagnetycznych z otoczenia na ciało ludzkie to nie tylko teoria, lecz fakt.

Fale te zawsze istniały, ale w przeszłości były słabe. W przyrodzie najsilniejsze fale pochodzą z ziemskiego pola magnetycznego, co tłumaczy działanie kompasu, w którym namagnesowana igła spontanicznie wskazuje kierunek północ-południe.

Natomiast od czasu wynalezienia i rozpowszechnienia elektryczności nieporównywalnie silniejsze fale elektromagnetyczne opanowały nasz świat.

Obecnie zalewają nas elektromagnetyczne częstotliwości od 20 Hz („pociąg elektryczny”) do miliarda Hz („komunikacja bezprzewodowa”).

Ich rozwój towarzyszył rozpowszechnieniu radia w latach 20. XX w., radaru w latach 40., telewizji w latach 50., komputerów w latach 70., telefonów komórkowych w latach 90. i Wi-Fi w XXI w.

Czy to możliwe, że fale te zakłócają metabolizm komórkowy, przyśpieszając proces starzenia i sprzyjając rozwojowi niektórych chorób? Czy to możliwe, że mają wpływ na Twój układ nerwowy, wywołując bóle głowy, zmęczenie, stres?

Niestety, wydaje się, że odpowiedź na te obydwa pytania jest twierdząca.

Fale elektromagnetyczne przyśpieszają obumieranie komórek

W 2007 r. amerykańscy naukowcy poddali hodowle neuronów i astrocytów (komórek ludzkich) działaniu telefonu komórkowego GSM. Zaledwie po dwóch godzinach geny tych komórek zaczęły emitować inne informacje. W szczególności, uruchomiły się geny związane z apoptozą, czyli „programem informatycznym” odpowiedzialnym za przygotowanie śmierci komórek5.

To jest oczywiście bardzo niepokojące badanie, które pokrywa się z wynikami fińskiego badania, w którym ekspozycja komórek na fale emitowane przez telefon komórkowy spowodowała stwierdzenie zmian w strukturze białek wytwarzanych w tych komórkach6, co nie dziwi o tyle, że ostatecznie wszystkie mechanizmy biochemiczne opierają się na wymianie elektrycznej. Ważne natomiast, by pamiętać, że badania te były prowadzone na komórkach hodowlanych, nie zaś na żywych organizmach.

Fale elektromagnetyczne a stres

Wskutek tych badań, badacze zajęli się prowadzeniem badań na organizmach żywych, zaczynając od roślin.

Gérard Ledoigt z Uniwersytetu im. Pascala w Clermont-Ferrand opublikował wyniki doświadczenia na pędach pomidorów, które poddano działaniu pola elektromagnetycznego odpowiadającego polu wytwarzanym przez telefon komórkowy. Zaledwie po dziesięciu minutach, komórki zaczęły syntezę znacznych ilości tzw. „cząsteczek stresu”: kalmoduliny, inhibitora proteinazy7.

Są to takie same cząsteczki jak w komórkach ciała ludzkiego, można więc przypuszczać, że reagują w taki sam sposób.

Być może, obecność telefonów komórkowych i fal Wi-Fi w miejscach publicznych, biurach i mieszkaniach sprzyja rozpowszechnieniu stresu. Iskrzy w powietrzu – mawiali starożytni: rzeczywiście tuż przed burzą, gdy atmosfera jest naładowana elektrostatycznie, w stadach wrze; zwierzęta się atakują nawzajem, a są i takie, które są bardzo zaniepokojone.

Dlaczego więc ludzie mieliby być odporni na to zjawisko? Tę samą obserwację potwierdzają nauczyciele w szkołach. Przychodzi ulga, a wręcz radość, kiedy wreszcie słychać grzmot i spadnie deszcz, który zmywa elektryczność obciążającą atmosferę.

Szczególnie podatne na to zjawisko są dzieci, gdyż czaszka dziecka jest cieńsza i bardziej miękka. Pochłania ona o 60% promieniowania elektromagnetycznego więcej niż czaszka osoby dorosłej.

Badanie opublikowane w czasopiśmie Epidemiology wykazało, że intensywne korzystanie z telefonu komórkowego przez dzieci, a zatem ekspozycja na fale, wiąże się z 80% większym ryzykiem stwierdzenia nadaktywności i zaburzeń zachowania8.

Fale elektromagnetyczne sprzyjają powstawaniu guzów w mózgu

W 2011 r., naukowcy uderzyli na alarm po zbadaniu wszystkich dostępnych danych na temat korzystania z telefonów komórkowych. Wywnioskowali bowiem, że korzystanie z telefonu komórkowego w dłuższym okresie czasu podwaja ryzyko guza mózgu9.

Inne badanie, opublikowane w czasopiśmie Pathophysiology w październiku 2014 r., zostało przeprowadzone na dwóch grupach dorosłych cierpiących na guza mózgu. Badacze stwierdzili, że ryzyko rosło wraz intensywnością korzystania z telefonu komórkowego. Ryzyko jest jeszcze większe w przypadku osób, które rozpoczęły użytkowanie telefonu komórkowego, zanim ukończyły 20 lat. Ryzyko to wzrasta o 10%-60%, średnio o 30%10. Są to informacje podane do publicznej wiadomości. Wydaje się jednak, że słyszała o nich tylko ta część populacji, która, rozmawiając przez telefon, korzysta ze słuchawek lub zestawów głośnomówiących.

Ale niestety, takie środki ostrożności nie wystarczą.

Jak się zabezpieczyć?

Moim zdaniem podstawowym zabezpieczeniem jest ograniczenie ekspozycji na fale elektromagnetyczne.

Pierwszy krok, najważniejszy dla zdrowia, i zresztą nie tylko ze względu na fale, polega na przeprowadzce i – jeśli to konieczne – zmianie zawodu.

Większość z nas żyje w przekonaniu, które wtłoczono nam do głowy, że nie mamy wyboru – wyda się to radykalne, a nawet niewykonalne. Nie mówię, że to proste. Mówię tylko, że bardzo wielu ludzi zdecydowało się wyprowadzić daleko od centrum miasta, często za cenę niższego wynagrodzenia, ale dzięki temu jakość ich życia wzrosła. Nie powiem nic więcej w tym ważnym temacie, do którego jeszcze kiedyś wrócę.

  • Nie śpij obok telefonu komórkowego. Nie tylko należy go wyłączać i ładować na drugim końcu mieszkania, ale także przechowywać go jak najdalej od siebie: telefony komórkowe zawierają potężny magnes, który emituje fale NAWET po wyłączeniu; zresztą, jeśli możesz, po prostu obchodź się bez komórki!
  • Ogólnie rzecz biorąc, sprzęty elektryczne w domu instaluj i montuj na ścianach nabliżej tych zewnętrznych.
  • Nie umieszczaj żadnego sprzętu elektrycznego w sypialni, i dopilnuj, żeby nie było go również po drugiej stronie ściany, przy której stoi Twoje łóżko.
  • Unikaj tanich i energooszczędnych świetlówek kompaktowych, zawierających elementy elektroniczne generujące fale niskiej częstotliwości. Pilnuj zwłaszcza, by elementów takich nie zawierały lampy przy łóżku, zaś świetlówki kompaktowe zastąp żarówkami LED o ciepłej barwie światła.
  • Korzystaj z komputera z płaskim monitorem i jak najdalej odsuń się od monitora, ustawiając go na biurku jak najdalej od siebie. Używaj klawiatury i myszki podłączonych za pomocą kabli.
  • Unikaj podłączania komputera do Internetu za pomocą Wi-Fi, korzystaj z kabla.
  • Jeśli korzystasz z komputera przenośnego, nie stawiaj go na kolanach ani na brzuchu. W miarę możliwości korzystaj z dodatkowej klawiatury, myszki i jeśli możliwe również zewnętrznego monitora. Jak najdłużej pracuj na baterii, zamiast go ładować. Do ładowania wynieś go do odrębnego pomieszczenia w domu.
  • Ograniczaj korzystanie z oświetlenia elektrycznego. Odkryjesz przyjemności życia w naturalnym rytmie cyklu słonecznego. Kiedy wieczorem rozmawiasz przez telefon lub masz gości, przyciemnione światło nie tylko wystarczy, ale pomoże również stworzyć bardziej towarzyski nastrój.
  • Wyłączaj na noc wtyczkę Wi-Fi.
  • Maksymalnie ogranicz rentgen, USG, rezonans magnetyczny, echo. Postaraj się znaleźć lekarza, któremu będzie się chciało i który będzie w stanie diagnozować Cię bez zasłaniania się skomplikowanymi badaniami.
  • Jeśli masz w domu niemowlę, unikaj babyfonu: emituje on silne pulsacyjne mikrofale, szczególnie groźne dla mózgu malucha.

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

******************************

Źródła:

1) Dirty Electricity and Electrical Hypersensitivity: Five Case Studies. http://www.emfandhealth.com/HavasStetzerWHODirtyElectricityStudies.pdf

2) Les assureurs n’assurent plus ‘les dommages de toute nature causés par les champs et ondes électromagnétiques’ – 19/02/2003. http://www.robindestoits.org/Les-assureurs-n-assurent-plus-les-dommages-de-toute-nature-causes-par-les-champs-et-ondes-electromagnetiques-19-02-2003_a41.html

Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie http://www.PocztaZdrowia.pl.


Marihuana, konopie, marycha – inaczej

Od pewnego czasu otrzymuję i czytam newslettery od p. Jeana-Marca Dupuis. Lubię je, bo są interesujące. Być może wiele osób je zna. Jest w nich sporo ważnych informacji na temat naszego zdrowia. „Poczta Zdrowia” – to tytuł newsletterów, aby zamówić, bezpłatnie – KLIK T U T A J.

Porady, informacje ze świata nauki – różne wieści świetnie podane dają do myślenia i… działania na temat naszego codziennego życia, odżywiania się. Znalazłam tu wiele porad, niektóre zastosowałam z dobrymi efektami. Można się wiele dowiedzieć i… nauczyć.

indeksOstatnio w naszych mediach coraz częściej ukazują się informacje dotyczące marihuany – zwłaszcza w kontekście leczenia nią dzieci przez neurologa dr Marka Bachańskiego z Centrum Zdrowia Dziecka.

  Kolejny newsletter od p. Jeana-Marca Dupuis jest właśnie o marihuanie. Jest tu wiele cennych informacji, napisanych w sposób prosty, o tym jak było kiedyś, jak ludzie ją stosowali i jak jest dzisiaj, o badaniach i ich wynikach. Jakie niesie zagrożenia, a jakie ewentualne korzyści.

Moje zdanie to: nie popieram narkotyków, warto wiedzieć czym to grozi i … decydować.

Zachęcam do poczytania – to ważny i niełatwy temat, ale tu inaczej podany.

Poniższy Artykuł pochodzi z newslettera Poczta Zdrowia, przekazującego najnowsze, potwierdzone badaniami naukowymi, informacje o naturalnych metodach leczenia i zapobiegania chorobom. Można go zaprenumerować bezpłatnie na stronie KLIKNIJ T U T A J

ZAPRASZAM DO POCZYTANIA ARTYKUŁU p. JEANA-MARCA DUPUIS. MOIM ZDANIEM – WARTO.

Bob Marley i zwariowana historia konopi

Szanowni Państwo,

kiedy opowiadam o naturalnym leczeniu, o roślinach leczniczych, nadchodzi też moment, kiedy ktoś pyta mnie o zdanie na temat konopi.

Łacińska nazwa konopi brzmi Cannabis.

Konopie, roślina ze wsi

Człowiek zna i wykorzystuje konopie od ponad 10 000 lat, by wyplatać z nich liny, tkać, zjadać ich nasiona, a z czasem także wytwarzać papier (pierwsza Biblia Gutenberga została wydrukowana na papierze z konopi)1 oraz wytwarzać olej (pierwsze silniki diesla działały na olej z konopi!)2.

Ta bardzo włóknista roślina pochodzi z Azji, ale jej użyteczność była tak oczywista, że bardzo szybko rozprzestrzeniła się wśród wszystkich cywilizacji, od starożytnych Chin do Rzymu, przez Egipt, Mezopotamię, później także Europę, kraje arabskie, Meksyk, i wreszcie na cały świat w XIX w.

Ponieważ nasiona konopi czasem służą także do jedzenia, wydaje się, że ludzie w końcu zauważyli też jego psychoaktywne działanie (zmiana świadomości).

Konopie, marihuana, haszysz

Konopie, marihuana i haszysz to nazwy, które odnoszą się do różnych części tej samej rośliny:

·        Konopie – cała roślina; całkowita zawartość THC (substancji psychoaktywnej) różni się w zależności od gatunku.

·        Marihuana – suszone, żeńskie, niezapylone kwiaty konopi. Zawartość THC może wynosić od 1% do 20%.

·        Haszysz to żywica konopi, zeskrobana z liści i kwiatów z wierzchołka rośliny, tworząca brunatną masę. Bogatsza w THC (od 10% do 30%).

·        Olejek aromatyczny z konopi wytłacza się dzięki rozpuszczalnikom. Bardzo bogaty w THC (aż 80%).

Istnieje wiele sposobów przyjmowania tych substancji (w postaci naparu, inhalacji, ciasta…), natomiast najbardziej rozpowszechnionym jest wymieszanie ich z tytoniem i palenie w formie tzw. jointa czy skręta.

Praktyka ta jest nielegalna w większości państw na potrzeby „rozrywki”. Ale coraz więcej państw depenalizuje posiadanie niewielkich ilości konopi na własne potrzeby i dopuszcza lecznicze stosowanie konopi: Kanada, Australia, Holandia, Wielka Brytania, Nowa Zelandia i około dwudziestu stanów w USA.

Natychmiastowe działanie konopi

Natychmiastowy skutek działania kannabinoidów polega na zmniejszeniu ciśnienia tętniczego, napięcia mięśniowego oraz obniżeniu koordynacji ruchowej, co wywołuje wrażenie unoszenia się na falach (być „na haju” lub „stoned”), a także na zmniejszeniu pamięci krótkoterminowej. Serce bije szybciej, oczy czerwienieją, usta są wysuszone, wzrasta apetyt.

Mówimy więc o zmianie stanu fizycznego i psychicznego, co tłumaczy powodzenie konopi w rytuałach szamańskich i religijnych (wrócę do tego w dalszej części).

W zależności od zawartości THC oraz w zależności od uwarunkowań indywidualnych, stan ten odczuwa się mniej lub bardziej gwałtownie jako bardziej lub mniej przyjemny. Choć niektórzy mówią o rozluźnieniu i euforii po spożyciu konopi, 430 000 osób rocznie zgłasza się w Stanach Zjednoczonych do szpitalnych oddziałów ratunkowych, skarżąc się na ataki paniki lub napady urojeń po spożyciu konopi3.

Długoterminowo: spadek IQ, trudności w nauce, schizofrenia, samobójstwa

Na dłuższą metę, regularne używanie konopi obniża IQ (współczynnik inteligencji) o 3-6 punktów procentowych u osób dorosłych i o 8 punktów procentowych u osób, które rozpoczynają zażywanie ich w wieku młodzieńczym, zgodnie z zakrojonym na szeroką skalę badaniem nowozelandzkim z 2012 r. Uwaga, pamięć i żywotność intelektualna zostają zakłócone, i to znacznie, i trwale4.

Wyniki te zostały potwierdzone przez badanie niedawno opublikowane w The Lancet, wskazujące, że młodzież poniżej 17.roku życia paląca konopie codziennie ma 60% mniej szans na ukończenie szkoły średniej i zdanie egzaminu końcowego, niż osoby, które nigdy nie paliły. Co więcej, według tej analizy, u osób palących konopie codziennie, ryzyko popełnienia próby samobójczej jest 7 razy większe, zaś ryzyko używania innych narkotyków w późniejszym życiu – 8 razy większe5.

Bardzo niepokojące jest również, że spożycie konopi wiąże się również z silnym podwyższeniem ryzyka schizofrenii, poważnej choroby psychicznej6.

No i wreszcie, skoro palenie konopi wyzwala te same toksyny co palenie tytoniu (substancje smoliste, tlenek węgla, wolne rodniki…), to ma ono także takie same skutki: podwyższenie ryzyka zdarzeń sercowo-naczyniowych, ryzyka zachorowania na raka płuc, zażółcenie zębów itd.

Konopie: używka bardzo stara i powszechnie znana

Grecki historyk Herodot (450 p.n.e.) opowiada, że Scytowie (lud z okolic wybrzeża Morza Czarnego) stawiali niewielkie namioty z wełny, w których organizowali kąpiele parowe z dodatkiem kwiatów konopi palonych w wazie z czerwonymi kamieniami, które wprowadzały uczestników w dezorientację, co Herodot zdawał się uważać za kiepski pomysł. U rzymskiego historyka, Pliniusza Starszego, także znajdziemy potwierdzenie, że znane było działanie ziaren konopi: Niektórzy spożywają ziarna smażone w cukrze. Ziarna dają uczucie ciepła, zaś po spożyciu dużej ilości, uderzają do głowy.

Pierwszy zakaz miał miejsce w 1378 r., kiedy emir Soudoun Sheikouni zabronił uprawy konopi w Joneima, w Egipcie, skazując na wyrwanie zębów osoby przyłapane na ich spożywaniu. Ale w rzeczywistości, poza tym przypadkiem, aż do XX w. nikomu nie przyszło do głowy rozkręcanie psychozy wokół konopi. Były wszędzie, jako niezbędny surowiec do produkcji lin, tkanin, papieru, a dzieci wieśniaków – u których konopie rosły w każdym ogrodzie – nie wydawały się szczególnie zainteresowane zrywaniem ich i paleniem potajemnie w najdalszym zakątku lasu.

Mało spektakularne działanie lecznicze konopi

Z leczniczego punktu widzenia, znane było działanie konopi, zresztą raczej mało spektakularne.

Święta Hildegarda z Bingen (1098-1179) uprawiała konopie w przyklasztornym ogrodzie, obok innych zwyczajnych roślin. Zalecała stosowanie ich w walce z nudnościami (działanie przeciwwymiotne) i z bólami żołądka. Osoby stosujące je spostrzegały również rozluźnienie mięśni.

To działanie konopi (przeciw nudnościom, przeciwbólowe, relaksujące) przypomniał dziewiętnastowieczny lekarz irlandzki, William Brooke O’Shaughnessy, i konopie dalej wydeptywały swoją ścieżynkę do aptek, w tym także w Stanach Zjednoczonych, gdzie aż do 1936 r. figurowały w oficjalnym spisie substancji leczniczych o uznanym i dozwolonym działaniu.

Obecnie, nadmierne zainteresowanie konopiami (dalej opowiem o jego przyczynach) wywołało liczne próby wykazania, że chodzi tu o nadzwyczajną roślinę leczniczą.

Fałszywe informacje na temat konopi

Niektóre, mało wiarygodne źródła (np. Wikipedia) podają, że powinno się je podawać dzieciom i osobom cierpiącym na zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), autyzm, porażenie poprzeczne, chorobę Parkinsona, nowotwory, chorobę Alzheimera, w przypadku żylaków, biegunek, migren, chorób autoimmunologicznych, depresji, schizofrenii, bezsenności czy wreszcie samym narkomanom w celu leczenia ich uzależnienia od kokainy.

To totalna bujda. A kiedy Wikipedia sugeruje podawanie konopi w przypadkach schizofrenii i innych dolegliwości psychicznych, to już zakrawa na przestępstwo. Wiemy przecież skądinąd, że stosowanie marihuany w wieku młodzieńczym podwyższa ryzyko wystąpienia psychoz w wieku dorosłym7, oprócz pogorszenia możliwości poznawczych8.

Przeprowadzone prawdziwe badania naukowe potwierdziły to, co wiedziała już Hildegarda z Bingen (i prawdopodobnie także szamani sprzed tysiącleci): że konopie pomagają w przypadku nudności, stymulują apetyt, rozluźniają mięśnie i mają pewne działanie przeciwbólowe. Wydawałoby się więc zasadnym podawać konopie pacjentom leczonym chemioterapią (którzy cierpią na nudności i dolegliwości bólowe), chorym na AIDS (którzy tracą apetyt), osobom cierpiącym z powodu niekontrolowanego i bolesnego napięcia mięśniowego (epilepsja, stwardnienie rozsiane, zespół Tourette’a (tiki nerwowe).

A oto wnioski ze współczesnych badań naukowych.

Wnioski z badań naukowych dotyczących leczniczego działania konopi

Badania naukowe potwierdziły następujące działanie lecznicze, któremu jednak towarzyszą wymienione działania niepożądane. A więc pacjent powinien każdorazowo omówić z lekarzem, czy korzyści przewyższą ryzyko, czy wręcz przeciwnie:

Rak: konopie są skuteczne w walce z nudnościami i wymiotami wywoływanymi chemioterapią stosowaną w leczeniu nowotworów9. Przeprowadzone badania w tym zakresie nie dotyczyły palenia konopi, ale doustnego podawania kapsułek żelowych zawierających od 5 do 10 mg THC (dronabinol-Marinol®), dopuszczonych do takiego właśnie użytku w Kanadzie. THC (substancje psychoaktywne) dostaje się wówczas do organizmu w mniej więcej takiej samej ilości jak w przypadku wypalenia jednego jointa, za to bez uwalniania toksyn (substancje smoliste, tlenek węgla…).

Skuteczność konopi byłaby w takim przypadku większa od tradycyjnych leków stosowanych w zapobieganiu nudnościom, ale niższa niż skuteczność ondansetronu, leku nowej generacji. Natomiast działania niepożądane są poważne. Podczas badań realizowanych na 1400 wolontariuszach poddawanych chemioterapii (a zatem u osób zasadniczo dobrze nastawionych do leczenia), 10% zrezygnowało z leczenia na skutek ubocznych działań niepożądanych: depresji, halucynacji, paranoi, niedociśnienia.

AIDS: konopie są także skuteczne w przywracaniu apetytu osobom chorym na AIDS, a także w walce z utratą wagi spowodowaną chorobą10, ale ciągle z tymi samymi efektami ubocznymi.

Dolegliwości bólowe: wcześniejsze badania (jeszcze z 1975 r.) przeprowadzone na niewielkiej liczbie pacjentów chorych na nowotwory (41) wykazały, że konopie mogłyby być skuteczne w walce z dolegliwościami bólowymi związanymi z chorobą nowotworową. Ale także w tym przypadku, pacjenci narzekali na uciążliwe działania niepożądane.

Stwierdzono, że THC w dawkach odpowiednio 10 mg i 20 mg było równie skuteczne co kodeina w dawkach odpowiednio 60 mg i 120 mg. Dawka 10 mg była dobrze tolerowana przez pacjentów, natomiast przy podawaniu dawki 20 mg produkt wywoływał ospałość, uczucie pustki w głowie, ataksję, spadek ostrości widzenia, zaś u pięciu osób – także skrajne stany lękowe11.

Stwardnienie rozsiane: drżenia, dolegliwości bólowe i spadek sprawności ruchowej wywołane przez stwardnienie rozsiane mogą zostać złagodzone działaniem THC. W Kanadzie dopuszczono do użytku leczenie w postaci psiknięcia pod język12.

Przypomnijmy także anegdotyczne już historie, kiedy pacjenci twierdzili, że konopie pomagają im w jaskrze (choroba oczu), dzięki obniżaniu ciśnienia wewnątrz gałki ocznej.

W jaki sposób konopie zyskały popularność?

Powiedzieliśmy sobie, że konopie nie mają nic z cudownej rośliny leczniczej, za to jako narkotyk nigdy nie stanowiły powszechnego przedmiotu pożądania młodzieży i dorosłych poszukujących doznań i ucieczki, bo mogli tylko wyciągnąć rękę w ogrodzie. Niektórzy poeci paryscy (Baudelaire) pod koniec XIX w. stosowali konopie, poszukując inspiracji i odkrywając „sztuczne raje”, ale był to ruch marginalny i społecznie elitarny.

W jaki sposób zatem konopie zyskały na popularności, przechodząc tak gwałtownie od banalnej rośliny do rośliny mitycznej, stając się nowym „owocem zakazanym”, oficjalnie zabronionym w większości krajów, lecz spożywanym regularnie przez 20 mln osób w Europie?

Wszystko zmieniło się na Jamajce w latach trzydziestych XX w.

Jamajka to wyspa na Karaibach, która początkowo była wykorzystywana jako punkt przeładunkowy w transporcie czarnych niewolników do Ameryki. Przez pięć wieków następowało stopniowe wymieszanie populacji pochodzenia afrykańskiego (przede wszystkim z Afryki Zachodniej) i europejskiego (to Europejczycy zawitali na Jamajkę z Biblią). Liczne są tam kościoły chrześcijańskie, głównie protestanckie.

Niewolnictwo zostało zniesione w 1838 r. i indyjska siła robocza zaczęła napływać na Jamajkę. Ludność ta przywoziła ze sobą własne tradycje indyjskiego aszramu, np. wegetarianizm, medytację i przede wszystkim stosowanie konopi – zwanych w tej kulturze, w sanskrycie, Ganja – do rytuałów religijnych.

Ganja bardzo szybko rozprzestrzeniły się na całej Jamajce, znacznie wykraczając poza granice etniczne wspólnoty hinduskiej, podczas gdy wokół już wrzało od ruchów prorockich i rewolucyjnych.

Rastafarianizm zwany „rasta”

W 1924 r. jamajski pastor zamieszkały w Stanach Zjednoczonych, wielebny James Morris Webb, ogłosił Jamajczykom, że koniec niewolnictwa sto lat wcześniej był tylko jednym z etapów na drodze do uwolnienia. Potomkowie czarnych niewolników powinni teraz doświadczyć podwójnego uwolnienia, z jednej strony uwolnienia wewnętrznego poprzez nawrócenie duchowe, z drugiej zaś strony wolności politycznej poprzez powrót do Afryki.

Interpretując Biblię w autorski sposób, nazwał Etiopię prawdziwą „Ziemią Obiecaną”, „Syjonem”. To tam mieli podążać Afroamerykanie, niczym „Dwanaście plemion Izraela”, uciekając z nowego „Babilonu”, którym jest świat zachodni z jego instytucjami13. Wygłosił on następujące „proroctwo”: Skierujcie swój wzrok na Afrykę, gdzie zostanie ukoronowany czarny król, który powiedzie swój czarny lud ku wyzwoleniu. Takie były podwaliny rastafarianizmu, czyli rasta.

Ruch ten jest głęboko zakorzeniony w Biblii, z mnóstwem odniesień do chrześcijaństwa i judaizmu. Rastafarianin powinien na przykład przestrzegać niektórych zaleceń biblijnych, związanych z nazireatem (nazirejczykiem był na przykład biblijny Samson), a zwłaszcza:

·        nie obcinać włosów, nie przecinać skóry (co spowodowało pojawienie się dredów, długich i sfilcowanych kosmyków włosów);

·        nie pić alkoholu;

·        przestrzegać surowo diety wegetariańskiej.

Typowy rastafarianin czyta codziennie rano jeden rozdział Biblii i przestrzega dziesięciu przykazań. Jest poligamistą: sławny rastafarianin Bob Marley (zmarł w wieku 36 lat) uznał 11 dzieci, jeszcze inny rastafariański gwiazdor muzyki reggae, Denroy Morgan, miał ich 29.

Ale pojawiły się także wpływy hinduskie, a zwłaszcza Ganja (konopie). Rastafarianie uważają palenie Ganja za „sakrament”. To znak dany przez Boga (którego nazywają Jah) służący pomocą w nawróceniu, zwiększeniu łask, rozwoju duchowym. Na początku ruch nie był popularny, ale gwałtowna zmiana tego stanu nastąpiła, kiedy proroctwo wielebnego Jamesa Morrisa Webba „spełniło się” w 1930 r.

Proroctwo rasta się spełnia

W 1930 r., w Etiopii koronowano na króla Haile Selassie I. Jego imię oznaczało „Potęga Trójcy”. Haile Selassie obrał za swoje godło Lwa Judy, godło pierwszego Pokolenia Izraela w Starym Testamencie. Przyznał, że jest potomkiem króla Salomona i królowej Saby.

Dla Marcusa Garveya, rastafarianina z Harlemu (Nowy Jork), ten znak nie może mylić: ten król to nowy „Mesjasz”. Ogłasza, że pochodzi on także od Mojżesza i Jezusa, którzy według niego zresztą także byli czarni.

Marcus Garvey został internowany w 1938 r., ale jego teoria zyskała ogromny oddźwięk na Jamajce, gdzie Król Etiopii był czczony przez rastafarian jako wcielenie samego Boga, i to do tego stopnia, że Haile Selassie I zdecydował się odbyć podróż na Jamajkę w 1966 r. I to wtedy wszystko nabrało tempa.

Nawrócenie Boba Marleya

Bob Marley, syn Anglika z Sussex i Jamajki, był utalentowanym i bardzo charyzmatycznym piosenkarzem, cieszącym się na Jamajce ogromną popularnością już wtedy, gdy przyjechał tam król Etiopii w 1966 r. Jego żoną była Rita Marley, jedna z uczestniczek spotkania z królem Etiopii. To ona wówczas zobaczyła stygmaty Chrystusa (rany od gwoździ na rękach i stopach) na dłoniach króla. Bob Marley nawrócił się na rastafarianizm.

Wybitny twórca tekstów, włączył tematykę rasta do swoich piosenek, nawołując do miłości, do buntu potomków niewolników, do przemiany duchowej, śpiewając o chwale króla Etiopii (zwanego Lwem Judy), o nostalgii za Syjonem, o nastaniu końca Babilonu, o walce z ciemiężycielem („I shot the Sheriff”) oraz o spożyciu konopi (Kaya, Easy Skanking), rastafariańskim „sakramencie”. Reggae to muzyka powolna, kołysząca, inspirowana stylami muzycznymi rocksteady, ska, oraz rhythm and blues. To mieszanka wpływów afrykańskich, europejskich i amerykańskich.

Koncerty Marleya były prawdziwymi rytualnymi ceremoniami, w trakcie których mieszały się proroctwa, modlitwy, nawoływanie do nawrócenia oraz walki (Get up, Stand up !), i gdzie konopie budowały święty związek pomiędzy muzykami i publicznością.

W 1973 r., Eric Clapton, bluesowy gitarzysta angielski odkrył jego talent podczas podróży na Jamajkę. Rok później zaśpiewał piosenkę Marleya I Shot the Sheriff, która natychmiast odniosła sukces i wyniosła Boba Marleya na szczyty światowej sławy. Na Zachodzie ruszyła fala reggae. Płyty Boba Marleya sprzedawały się w milionach egzemplarzy (do dziś sprzedano ich 200 milionów). Jeździł na światowe tournée, popularyzując na wielką skalę tę magiczną muzykę, jaką jest reggae, i która później stała się kolebką rapu. Razem z odkryciem Boba Marleya, reggae i rastafarianizmu, szeroka publiczność odkryła „jointa”, nieodłącznego towarzysza muzyków. Tym niemniej można przypuszczać, że polityczne i duchowe znaczenie konopi całkowicie umknęło uwadze szerokiej publiczności. Był to jednak początek prawdziwego światowego prądu w sztuce i w duchowości.

Bob Marley, rastafarianie, reggae i konopie stały się symbolem wyzwolenia, postępu społecznego, powrotu do afrykańskich źródeł ludzkości oraz nowej duchowości oderwanej od materialnych obciążeń Zachodu. Ruch ten przeszedł następnie głębokie przemiany, ale zawsze mniej lub bardziej centralne miejsce zajmowały w nim konopie, które następnie zyskały także uznanie raperów, będących „następcami” rastafarian.

I tak, jak reggae i rapu słuchają setki milionów osób na całym świecie, które, choć nie rozumieją wszystkich tekstów, doświadczają uczucia komunii z muzykami, tak miliony osób, które nie posiadają w ogóle wiedzy, lub posiadają jej bardzo niewiele, na temat duchowych korzeni rastafarianizmu, oswoiło się z jego „sakramentem”, konopiami.

Bob Marley umiera na raka

Bob Marley zmarł w 1981 r. w wieku zaledwie 36 lat, ale nie na raka płuc, tylko na nowotwór skóry (czerniaka) na dużym palcu u nogi. Czerniaka zdiagnozowano mu już w 1977 r. Lekarze zalecali mu wówczas jak najszybszą amputację palca u nogi. Marley odmówił, gdyż rastafarianizm zabraniał „kaleczenia się” (zob. wyżej). Pojawiły się przerzuty, w sumie Bob Marley miał w 1980 r. pięć guzów i zmarł w strasznych męczarniach w 1981 r., w bawarskiej klinice, pod opieką dr. Isselsa, autora alternatywnego sposobu leczenia nowotworów14. Dr Issels jest postacią kontrowersyjną, ale chciałbym wiedzieć, jakie konwencjonalne i skuteczne sposoby leczenia proponują polemizujący i krytycy dr. Isselsa u pacjenta, który ma pięć guzów, w tym jeden w mózgu…

Krótko mówiąc, niezaprzeczalne jest, że Bob Marley pozostał dla milionów fanów absolutnym symbolem reggae i rastafarianizmu. Ma swoją figurę w Muzeum Figur Woskowych Madame Tussauds w Londynie, nieopodal figur królowej Elżbiety, Nelsona Mandeli i papieża Jana Pawła II. Jest kawalerem jamajskiego Orderu Zasługi. I spopularyzował pomysł, że spożywanie konopi to akt wyzwolenia zarazem politycznego i duchowego (wyzwolenie wewnętrzne).

Strona Wikipedii poświęcona Bobowi Marleyowi opisuje go jako „apostoła” i „proroka”15, zaś dziennik The New York Times pisze, że zostałby w końcu uznany za „świętego”16. W taki właśnie sposób, niegdyś trywialne konopie, równie pospolite jak pokrzywa czy mniszek lekarski, stały się zakazanym owocem. A to nieźle napędza biznes spadkobierców Boba Marleya…

Bob Marley: na piątym miejscu listy celebrytów najlepiej zarabiających po śmierci, opublikowanej w magazynie „Forbes”

Bob Marley, który swoją muzyką walczył z komercją i kapitalizmem, przekręciłby się w grobie, wiedząc, jak bezwstydnie jego spadkobiercy eksploatują jego nazwisko i wizerunek. Na liście najlepiej zarabiających po śmierci celebrytów opublikowanej przez „Forbes” wyprzedza Johna Lennona i Marilyn Monroe, z 17 milionami dolarów w 2012 r.17

Ale być może to dopiero początek. „Bob Marley Estate”, spółka, która zarządza prawami jego spadkobierców do jego wizerunku ogłosiła w zeszłym tygodniu wypuszczenie specjalnej mieszanki marihuany pod nazwą „Marley Natural”, która będzie dopuszczona do legalnego obrotu w Stanach Zjednoczonych od przyszłego roku. Fundusz kapitałowo-inwestycyjny Privateer Holdings z siedzibą w Seattle połączył siły z wdową po Bobie Marleyu i jego dziećmi w celu uruchomienia masowej produkcji i dystrybucji podobno tradycyjnego gatunku konopi „jamajskich” (tak naprawdę konopie przybyły na Jamajkę z Azji) w formie płynów, kremów i liści18.

Do tego trzeba dodać koszulki, czapki z daszkiem, breloczki do kluczy i przypinki z wizerunkiem Boba Marleya, plakaty Boba Marleya, które „zbuntowane” nastolatki kupują w supermarketach, słuchawki, zegarki, płyty… i modę na dredy, która dotarła już nawet do Japonii.

Ale tym razem, gdy międzynarodowy ruch na rzecz legalizacji konopi wykorzystuje nazwisko Boba Marleya jako swoją kluczową broń, mówimy o globalnym rynku o wartości miliardów dolarów. Czy tego chciał, czy nie, Bob Marley stał się więc kowbojem Marlboro marihuany. Jeśli nic nie zrobimy, to jego nazwisko będzie wkrótce jedynie nazwą koncernu notowanego na rynku NASDAQ (giełda papierów wartościowych w Stanach Zjednoczonych).

Zdrowia życzę,
Jean-Marc Dupuis

PS Zapraszam do śledzenia Poczty Zdrowia na Twitterze: https://twitter.com/PocztaZdrowia i na Facebooku: www.facebook.com/PocztaZdrowia

Źródła:

1) Wikipedia: Chanvre – Histoire; http://fr.wikipedia.org/wiki/Chanvre#Histoire

2) Wikipedia: Chanvre – Huile; http://fr.wikipedia.org/wiki/Chanvre#Huile

3) Highlights of the 2011 Drug Abuse Warning Network (DAWN) Findings on Drug-Related Emergency Department Visits; http://archive.samhsa.gov/data/2k13/DAWN127/sr127-DAWN-highlights.pdf

4) Ados: fumer régulièrement du cannabis abîmerait durablement le cerveau; http://news.doctissimo.fr/Sante/Ados-fumer-regulierement-du-cannabis-abimerait-durablement-le-cerveau-28616

5) Le cannabis chez les jeunes augmente les risques d’échec scolaire; http://news.doctissimo.fr/Sante/Le-cannabis-chez-les-jeunes-augmente-les-risques-d-echec-scolaire-36104

6) CANNABIS AND SCHIZOPHRENIA A Longitudinal Study of Swedish Conscripts; http://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736%2887%2992620-1/abstract

7) Arseneault L, Cannon M, et al. Cannabis use in adolescence and risk for adult psychosis: longitudinal prospective study.BMJ. 2002 Nov 23;325(7374):1212-3.29.

Barnes TR, Mutsatsa SH, et al. Comorbid substance use and age at onset of schizophrenia. Br J Psychiatry. 2006 Mar;188:237-42.

8) Grant I, Gonzalez R, et al. Non-acute (residual) neurocognitive effects of cannabis use: A meta-analytic study.J Int Neuropsychol Soc. 2003 Jul;9(5):679-689.30.

9) Ben Amar M. Cannabinoids in medicine: A review of their therapeutic potential. J Ethnopharmacol. 2006 Apr 21;105(1-2):1-25.

Tramer MR, Carroll D, et al. Cannabinoids for control of chemotherapy induced nausea and vomiting: quantitative systematic review.BMJ. 2001 Jul 7;323(7303):16-21. Texte intégral. http://www.bmj.com/

10) Beal JE, Olson R, et al. Dronabinol as a treatment for anorexia associated with weight loss in patients with AIDS.J Pain Symptom Manage. 1995 Feb;10(2):89-97.

11) Noyes R Jr, Brunk SF, et al. Analgesic effect of delta-9-tetrahydrocannabinol. J Clin Pharmacol. 1975 Feb-Mar;15(2-3):139-43. Cité et décrit dans : Santé Canada. Marihuana: Information destinée aux professionnels de la santé. Canada, 2003. (Consulté le 15 octobre 2006).

Noyes R Jr, Brunk SF, et al. The analgesic properties of delta-9-tetrahydrocannabinol and codeine.Clin Pharmacol Ther. 1975 Jul;18(1):84-9. Cité et décrit dans: Santé Canada. Marihuana : Information destinée aux professionnels de la santé.

12) Zajicek J, Fox P, et al. Cannabinoids for treatment of spasticity and other symptoms related to multiple sclerosis (CAMS study): multicentre randomised placebo-controlled trial. Lancet. 2003 Nov 8;362(9395):1517-26.

13) W Starym Testamencie, Żydzi byli prześladowani przez Asyryjczyków. Byli na wygnaniu w Babilonie, nad brzegiem Eufratu. Byli tam zniewoleni, utracili swoją tożsamość, ale niektórym udało się jeszcze w końcu dojść do Królestwa Judy (Palestyna), gdzie mogli ponownie żyć według przykazań Bożych (Jahwe).