KYBALION – TO JEST TO?

Czy KYBALION – TO JEST TO?

Spotkaliśmy się online, inaczej trudno, wiadomo – epidemia. Kilkoro fajnych ludzików, aby trochę „pofilozofować”. Brakuje nam spotkań, pogadania, pośmiania się. Online to oczywiście namiastka, ale  zawsze coś.  Skype jest tu OK  Ktoś zaproponował, aby wrócić do Kybaliona – 1908 rok!

Każdy z nas czasami trochę filozofuje i dlatego łatwo „uchwyci” Siedem Praw – Kybaliona.  Można o tym poczytać i obejrzeć francuskie wydanie Kybalionu, tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kybalion

W zapale dyskusji doszliśmy do wniosku, że teraz w czasie pandemii koronawirusa trzecie prawo Kybalionu pasuje nam, bo jest takie… optymistyczne. Oto ono:

Prawo wibracji: Nic nie spoczywa; Wszystko się porusza; Wszystko jest w ruchu; wszystko wibruje.

Skoro tak to ten wściekły covid19 nie wymiga się i też musi wibrować – czyli zmienia się, przeobraża, a to znaczy – ma obowiązek przeminąć. Oby tylko o tym wiedział i „wywibrował” się od nas… już!

Piąte prawo ma w sobie jeszcze więcej optymizmu, a pobrzmiewa tak:

Prawo rytmu: „Wszystko wpływa i wypływa; Wszystko płynie, na zewnątrz i do środka; wszystko ma swoje pływy (fale); wszystko wznosi się i opada…

Wydaje się to nieomal kwintesencją optymizmu! Pandemia wpłynęła –  to i wypłynie. Super! Byle odbyło się to… natychmiast i na całym Świecie.

Naszym ulubionym prawem okazało się Prawo nr 1. Oto jak doniośle brzmi:

Prawo mentalizmu czyli umysłowości: Wszystko jest umysłem; Wszechświat jest Mentalny; Wszechświat składa się z myśli…

Tak! I dopiero to prawo napawa prawdziwą nadzieją, że uczone umysły wymyślą dla całej ludzkości szczepionkę, która nas uratuje. Tak będzie, a według praw Kybaliona musi tak być.

Inaczej przecież być nie może!

Kolejny nasz odkrywczy(!) wniosek to:  „Cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce są słodkie.” Do tego już dawno doszedł Jean Jacques Rousseau –  pewnie nie tylko on. Czy miał rację? Tu i teraz, w okresie pandemii nie mamy innego wyjścia…

Cóż – jak mawiał Albert Einstein „Genius leży w prostocie”. Czy nasi współcześni wspaniali UCZENI O TYM WIEDZĄ?

Wobec tego postanowiliśmy pochwalić się swoimi  „genialnymi” osiągnięciami poza „pracą zdalną”. Było co podziwiać! Niektórzy poza obowiązkami zajęli się np. pisaniem wierszy dla dzieci, ktoś zaczął malować, haftować, gotować, lepić z gliny, ktoś założył bloga…

Ja też poza pracą nie próżnowałam. Mając nieco więcej czasu zajęłam się – prozaicznie – porządkowaniem rodzinnych zdjęć.

Rodzina była przejęta oglądając kilka albumów uporządkowanych, opisanych. Byłam zadowolona, bo dawno to planowałam.  Roboty było sporo, ale za to  ile cudnych wspomnień… i… ach! łza się w oku kręci.

Może zechcecie w czasie tej groźnej pandemii umilić sobie  to niełatwe życie? Dlaczego nie?

Lubicie tzw. szprycery? Mogą być fajne na upalny weekend i nie tylko.  Od poniedziałku ma być znowu 30 stopni w cieniu! W Polsce nie w Afryce!

Każdy pewnie ma własny sposób na dobrego szprycera – to jasne!

Opowiem o moim „patencie”. Wypróbowany i – nie tylko moim zdaniem – dobry, Szprycer ma mieć fajny smak i spełniać swoje zadanie czyli gasić pragnienie i sprawiać przyjemność picia. Przede wszystkim powinien być miło pijalny, podany w ładnej, wysokiej szklance.  Świetny jest też duży kielich.

Do szprycera używam wody gazowanej, najlepiej zrobionej w syfonie, bo mineralna ma zwykle różne smaki, niekoniecznie dobre dla wina i końcowego efektu. Jeśli macie zwykłą, dobrą wodę to OK. Woda powinna być zimna i wino też mocno schłodzone.

Szprycer po prostu ma obowiązek być zimny. Kostki lodu znakomicie mu robią. Do tego plasterek cytryny i np. odrobina imbiru, albo dwa, trzy goździki, albo… co kto lubi.

Jakie wino do szprycera? Oczywiście według własnego smaku i uznania. Najchętniej wybieram jakieś lekko słodkawe, owocowe, zwykle półwytrawne, albo wytrawne. Riesling też jest OK

Nie ma powodu, aby wino do szprycera było drogie – np. pasuje tzw. zielone wino. Znakomite są polskie wina ekologiczne. Do szprycera sprawdzają się białe wina, ale wiele osób lubi czerwone. Też OK.

Jakie „pogryzaczki” do szprycera? Oczywiście co kto lubi – np. półmisek z pokrojonymi różnymi warzywami, owocami, z orzechami, jakimiś słodkościami. Zależnie od  nastroju 😉

Akurat są już pyszne śliwki, jabłka – ciasto z owocami warto zrobić 😉 Przepis na JABŁKOWE KARPATY TĘDY DO PRZEPISU Z JABŁKAMI

Życzę dobrych, zdrowych dni i pysznego szprycera na jesienne upały i nie tylko – przede wszystkim na dobry nastrój!

Do zobaczenia  tutaj na Mózgojazda.com


Mamy wyczekane, upalne LATO!

To dla ochłody! Autor zdjęcia: Kully Singh

Jest gorąco, upalnie od kilku dni każdy to widzi, czuje i … wie.

Mamy nareszcie wyczekane lato. W pracy mamy różnie, ale przecież kiedyś trzeba wyjść na rozpalone miasto, dopaść często zbyt daleko zaparkowanego auta… albo do – oby! -klimatyzowanego autobusu. W metrze trochę jest chłodniej.

Wsiąść do samochodu nie daje się tak od razu, jeśli stał na słońcu przez wiele godzin – to wnętrze jest jak rozgrzany piekarnik! Nie zawsze można otworzyć  drzwi tak by zrobić przewiew i nieco schłodzić. Wsiadam – koszmar! Włączam silnik, klima na full i jedziemy… Zależy jaka klima – u mnie dopiero po kilku minutach można „odzyskać” oddech.

Jadę, jest OK. Pomimo gorącego lata w Warszawie jest mnóstwo ludzi i aut. Koniec  jazdy – oto  „mój ulubiony” korek. Miałam nadzieję, że od 1 sierpnia będzie lepiej, ale nie jest. Stoimy, nieco jedziemy, stoimy… i tak przez chyba 15 minut.

To też dla ochłody….

W samochodzie jest już przyjemnie chłodno, na następnej „stójce” sięgam po … cukierka. Gra moja miła, znakomita muzyka – nowa płyta „December Avenue” – Tomasza Stańki. Korek mniejszy, jadę.  Dojechałam do domu. Jestem zmęczona, ale jakbym nieco odpoczęła, oderwałam się od codzienności… w warszawskim korku! – tej innej codzienności Warszawiaków.

Ostatnio wymyśliłam Domową Cytrynkę – moim zdaniem – świetny napój. Znakomicie gasi pragnienie i fajnie smakuje. Przepis, jeśli masz chęć wypróbować jest T U T A J

Wieczór przy świetle świecy… winie, dla ochłody…

A teraz coś przyjemniejszego. Lubisz może  tzw. szprycery? Są fajne na upalny wakacyjny, a także miejski wieczór. Przypuszczam, że każdy ma własny sposób, opowiem o moim –  jak zrobić, aby szprycer był dobry w smaku i spełnił swoje zadanie, czyli ugasił pragnienie. Do szprycera używam wody gazowanej, najlepiej zrobionej w syfonie, bo mineralna ma przecież różne smaki. Woda powinna być zimna, a wino mocno schłodzone. Szprycer po prostu powinien być zimny. Jakie wino? Chętnie wybieram jakiś  Riesling,  albo lekko słodkawe, owocowe, zwykle półwytrawne, lub inne  wytrawne, białe. Wino do szprycera nie musi być drogie – może być tańsze, polecam całkiem sympatyczne np. tzw. zielone wino. Do szprycera wolę białe wina, ale wiele osób lubi także z czerwonym winem – też OK. Kolejna sprawa to proporcje wody i wina. Moim zdaniem każdy powinien metodą prób i błędów znaleźć swój ulubiony, najbardziej pasujący smak. Zwykle robię ok. 70% wody i 30% wina. Niektórzy wolą 80, 90% wody i resztę wina – też dobre.  Polecam także zrobić szprycera wcześniej, aby go dobrze schłodzić przed podaniem. Podaję w szklanym dzbanie z kostkami lodu, często z jakimiś owocami np. z malinami, albo z krążkami cytryny, limonka raczej do bardziej słodkiego szprycera.

Smacznego! Na ochłodę!

Pozdrawiam Cię miło  🙂

 

 

 


Na upał lekki „Smażing” i pyszny szprycer

Wspaniała, chłodna woda w jeziorze…

Pewna miła i  śliczna Dziewczyna, zamieściła na FB zdjęcie, zatytułowała je „Smażing”. Celne określenie, zdjęcie też. Nie mam zgody, aby podać link, ale… Zainspirowało mnie to do przypomnienia moich szprycerów, pyszne na upał, jednak dopiero późnym popołudniem, albo wieczorem, jeśli bezalkoholowe wino to o każdej porze polecam.

Wkleję tutaj fragment mego wcześniejszego wpisu, bo jest… upał i wybaczycie, mam nadzieję 🙂

Lubicie tzw. szprycery? Mogą być całkiem fajne na upalny wakacyjny wieczór. Każdy pewnie ma własny sposób, opowiem o moim –  jak zrobić, aby szprycer był dobry w smaku i spełnił swoje zadanie czyli ugasił pragnienie. Do szprycera używam tylko wody gazowanej, najlepiej zrobionej w syfonie, bo mineralna ma zwykle różne smaki, niekoniecznie dobre dla wina i końcowego efektu. Woda powinna być bardzo zimna i wino też mocno schłodzone. Szprycer po prostu powinien być zimny. No i teraz – jakie wino? Najchętniej wybieram Riesling,  albo jakieś lekko słodkawe, owocowe, zwykle półwytrawne, albo wytrawne, białe. Wino do szprycera nie musi być, a nawet nie ma powodu by było, drogie – może być np. całkiem sympatyczne tzw. zielone wino. Polecam raczej białe wina, ale wiele osób lubi także szprycera z czerwonym winem. Też ok.

Kolejna ważna sprawa to proporcje wody i wina. Moim zdaniem każdy powinien metodą prób i błędów znaleźć swój ulubiony, najbardziej pasujący smak. Zwykle robię 60 -70% wody i 30-40% wina. Niektórzy wolą 80, 90% wody i resztę wina – też dobre.  Polecam także zrobić szprycera wcześniej, aby go dobrze schłodzić przed podaniem. Podaję w szklanym dzbanie, często z jakimiś owocami np. z malinami, albo z krążkami cytryny, limonka tylko do bardziej słodkiego wina. Smacznego! Na ochłodę!

Cały wpis jest  TUTAJ – też interesujący 🙂

Zapraszam także na inne strony o winie i nie tylko. TUTAJ TOSKAŃSKIE – PYSZNE, POLECAM

A TUTAJ GORZKA CZEKOLADA I WINO

Cieszmy się latem! 🙂


To jest kierowca-paskuda, a to… szprycer

… a do tego woda + wino = szprycer

Na końcu będzie przyjemniej, ale teraz muszę to z siebie wyrzucić, aby może… zrozumieć. Tylko czy da się w ogóle kogoś takiego zrozumieć? Przypuszczam, że każdy kierowca nie raz i nie dwa spotkał na swej  drodze paskudę obu płci pt. „złośliwy kierowca”. Spotkałam taką kilka dni temu. Była złośliwa i choć jeżdżę już od kilkunastu lat zdarzyło mi się to 1. raz.

Musiałam być w Piasecznie pod Warszawą, wszystko było normalnie dopóki nie spotkałam na Puławskiej pani z rejestracją WPI… czyli właśnie z Piaseczna.  Jechała dużym autem typu Jeep i zachowywała się paskudnie (jak to paskuda). Ulica dość mocno zatłoczona (ok. 17.00), remonty, zwężenia – trzeba naprawdę jechać spokojnie, ostrożnie i mieć oczy wokół głowy. Do tego upał, ludzie zmęczeni, po pracy, każdy chciałby szybko dojechać na miejsce a tu… nie daje się, bo światła, piesi, rowerzyści i korki co chwila.

Niestety pani z Jeepa miała w nosie wszystko i wszystkich, przez spory kawałek drogi siedziała mi na zderzaku, popędzała klaksonem, chociaż byłam na środkowym pasie, a przede mną mnóstwo aut. Zaczęła migać światłami, aż myślałam, że coś nie tak z moim autem – a jest prawie nowe i nie mam z nim żadnych kłopotów – ale nie, pani naciska na gaz i w ostatniej chwili wyprzedza mnie, narażając się na klaksony innych aut. Za moment są światła, zjechałam na prawy pas, aby nie stać za nią. Zrównałyśmy się, nie wiadomo za co dostał mi się chamski „fuck”, jakiś stek obelg, których nie słyszałam, ale z jej gestykulacji i wykrzywionej twarzy (całkiem ładnej) wiele można było wyczytać. Zielone światło, pani z piskiem opon rusza i próbuje wepchnąć się na lewy pas przed  Mercedesa cabrio, kierowca cabrio krzyczy i wygraża jej pięścią, a pani celowo, mocno i krótko hamuje, cabrio w ostatniej chwili chwili też, a pani Paskuda pojechała sobie.

Jechałam z facetem, który nie ma i nie chce mieć ani prawa jazdy, ani auta, spytał: „Jak ty to wytrzymujesz? Przecież to horror!  Policji nie było widać, ale ta pani powinna zapłacić słony mandat za takie zachowanie. Kierowcy, którzy w podobny sposób zachowują się na drogach to jakaś straszna plaga! Kiedy opowiadałam o tym znajomym okazało się, że prawie każdy wie o co chodzi, bo wielokrotnie już spotykali takie paskudy. No cóż, jakoś mnie to – dotychczas – omijało.

A teraz coś znacznie przyjemniejszego. Lubicie tzw. szprycery? Mogą być całkiem fajne na upalny wakacyjny wieczór. Każdy pewnie ma własny sposób, opowiem o moim –  jak zrobić, aby szprycer był dobry w smaku i spełnił swoje zadanie czyli ugasił pragnienie. Do szprycera używam tylko wody gazowanej, najlepiej zrobionej w syfonie, bo mineralna ma przecież różne smaki, niekoniecznie dobre dla wina. Woda powinna być bardzo zimna i wino też mocno schłodzone. Szprycer po prostu powinien być zimny. No i teraz – jakie wino? Najchętniej wybieram Riesling,  albo jakieś lekko słodkawe, owocowe, zwykle półwytrawne, albo wytrawne, białe. Wino do szprycera nie musi być jakieś specjalnie, drogie – może być np. niedrogie, ale całkiem sympatyczne tzw. zielone wino. Polecam raczej białe wina, ale wiele osób lubi także z czerwonym winem. Kolejna ważna sprawa to proporcje wody i wina. Moim zdaniem każdy powinien metodą prób i błędów znaleźć swój ulubiony,, najbardziej pasujący smak. Zwykle robię 70% wody i 30% wina. Niektórzy wolą 80, 90% wody i resztę wina – też dobre.  Polecam także zrobić szprycera wcześniej, aby go dobrze schłodzić przed podaniem. Podaję w szklanym dzbanie, często z jakimiś owocami np. z malinami, albo z krążkami cytryny, limonka tylko do bardziej słodkiego wina. Smacznego! Na ochłodę!